Silhouette – wakacje bez presji planowania atrakcji
Silhouette – wakacje bez presji planowania atrakcji
Po przybyciu na wyspę Mahé powitano nas koktajlem w budynku recepcyjnym hotelu Hilton. Stamtąd łodzią popłynęliśmy na wyspę Silhouette. Rejs trwał około 45 minut i uświadomił nam zachwycający ogrom Oceanu Indyjskiego.
Po dotarciu na wyspę zostaliśmy serdecznie powitani przez personel hotelu. Pierwsze wrażenie oraz życzliwość pracowników zrobiły na nas ogromne wrażenie. Głównym środkiem transportu na wyspie są elektryczne pojazdy przypominające meleksy. Jednym z takich pojazdów, mieszczących do dziesięciu osób, zawieziono nas do miejsca zakwaterowania.
Elektryczny „buggy”
Te piękne, wolnostojące wille o powierzchni co najmniej 88 m² po prostu nas zachwyciły. Rzadko widywaliśmy tak gustownie urządzone pokoje. Duże wrażenie zrobił na nas również prysznic na świeżym powietrzu, z którego roztaczał się wspaniały widok na las deszczowy.
PrzyrodaPrysznic na świeżym powietrzu
Cały nasz pobyt wHilton Labriz Resort & Spa upłynął w otoczeniu wyjątkowej przyrody, w którą harmonijnie wpisuje się resort. Szczególnie przyjemne i odprężające było dla nas to, że nie odczuwaliśmy presji uczestniczenia w licznych atrakcjach. Nie ma tu bowiem rozbudowanego programu, który odciągałby uwagę od tego, co najważniejsze – czystego relaksu, jakiego można tam doświadczyć.
Przyroda
Jeśli szukają Państwo podczas urlopu imprez i nocnego życia, zdecydowanie nie jest to odpowiednie miejsce! My ograniczyliśmy się do zajęć jogi i medytacji prowadzonych przez znakomitego nauczyciela z Indii. Jest on również kierownikiem spa, w którym mój mąż skorzystał z dwóch masaży gorącymi kamieniami. Spa wkomponowano w skały; znajduje się w nim sauna fińska, łaźnia parowa, wanna z hydromasażem oraz niewielki basen. Zdecydowanie warto je odwiedzić.
Spa
Największy zachwyt wzbudziło jednak w nas wyśmienite jedzenie, serwowane w formie bufetu lub w jednej z 4 restauracji. Było bardzo różnorodne i niezwykle smaczne. Każdego wieczoru bufet miał inny motyw przewodni, na przykład kuchnię azjatycką lub Braii, czyli rodzaj kreolskiego bufetu z potrawami z grilla. Obsługa była doskonała i uprzejma. Jeśli samemu również okazuje się życzliwość, personel potrafi niemal czytać w myślach i spełniać każde życzenie. Obfity bufet śniadaniowy, dostępny do 11:00 i przez cały czas dobrze zaopatrzony, oferował coś na słodko i słono na każdy gust. Były tam między innymi owsianka, świeże owoce, domowe konfitury, pięć rodzajów miodu, ciepłe dania, takie jak kuskus z warzywami, świeże soki, pancakes, naleśniki, tosty francuskie, a także imponujący wybór domowych bułeczek, brioszek, pieczywa tostowego oraz muffinów. Do śniadania podawano również południowoafrykańskie wino musujące, a ponadto można było zamówić gorące napoje, na przykład cappuccino, americano, espresso lub herbatę.
BufetRestauracja
Musimy jednak wspomnieć o pewnym mankamencie. Las deszczowy w pełni zasługiwał na swoją nazwę, ponieważ niemal codziennie padał ulewny deszcz. W okolicy było więc wiele komarów i innych stworzeń, z których część występowała również w wodzie. U wrażliwych osób ich ukąszenia mogą pozostawiać wiele nieprzyjemnych śladów; mnie niekiedy utrudniały spokojny sen. Jeśli należą Państwo do osób podatnych na ukąszenia, proszę mieć to na uwadze. Ogólnie jednak hotel jest zdecydowanie godny polecenia, a stosunek jakości do ceny – odpowiedni. Chętnie wrócilibyśmy tam w każdej chwili i zawsze z czystym sumieniem polecilibyśmy ten hotel innym.
11
Marzą Państwo o podróży na Seszele?
Proszę skonfigurować indywidualny pakiet podróży po wyspach!