Przerwa od codzienności na Seszelach
Pod koniec 2016 roku postanowiliśmy z bratem wybrać się we wspólną podróż. Ponieważ udało nam się znaleźć nieco ponad 2 tygodnie wolnego w tym samym terminie, spontanicznie i bez szczegółowego zapoznawania się z krajem oraz jego mieszkańcami zdecydowaliśmy się zarezerwować wyjazd na Seszele. Wielu znajomych żartowało z naszego wyboru, ponieważ Seszele uchodzą za kierunek na ślub lub podróż poślubną. Trochę nas to zaniepokoiło – jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnie. Seszele zachwycają niezwykłymi plażami, niezmiennie piękną pogodą, fantastycznym jedzeniem oraz wyjątkową florą i fauną! Oczywiście spotyka się tam pary, ale także wiele rodzin, a nawet liczne grupy przyjaciółek i osoby podróżujące samotnie, które pragną po prostu w pełni wypocząć.
Bezpośredni lot z Niemiec (w naszym przypadku z Frankfurtu) trwa 10 godzin, więc jest całkiem komfortowy. Wszystkie transfery również przebiegły bez zarzutu i idealnie punktualnie. W krajach poza Europą zwykle niekoniecznie się tego oczekuje, dlatego byliśmy mile zaskoczeni! Mieszkańcy są bardzo serdeczni i ani razu nie zetknęliśmy się z opisywaną często „wyniosłą” postawą lokalnej ludności na Seszelach. Dużą zaletą jest oczywiście możliwość swobodnego porozumiewania się po angielsku i francusku. Nieraz zagadywano nas w przyjazny, nienachalny sposób, dzięki czemu mogliśmy spontanicznie przeżyć z mieszkańcami kilka wspaniałych chwil i wybrać się na ciekawe wycieczki.
Praslin
Po przylocie na Mahé od razu popłynęliśmy promem na Praslin. Niestety musieliśmy czekać kilka godzin, co po 10-godzinnym locie było już nieco męczące, ale sama przeprawa przebiegła szybko i bezproblemowo, a niedługo później dotarliśmy do pięknego obiektu Le Tropique. Przywitano nas serdecznie i spędziliśmy tam cudowne dni. Do restauracji i lokali z jedzeniem na wynos jest stamtąd nieco dalej, ale posiłki zawsze były bardzo smaczne. Plaża przy naszym zakwaterowaniu była ładna, kameralna i czysta. Glony w wodzie nam nie przeszkadzały – taka jest po prostu natura.
La Digue
Po 6 nocach ruszyliśmy dalej, na La Digue – było magicznie!!! Chętnie zostalibyśmy tam o kilka dni dłużej. Wyspa jest spokojna i sprzyja wypoczynkowi, a rowerem można, jeśli ma się ochotę, dotrzeć do wspaniałych miejsc, w których nie ma nikogo poza nami. Nigdy wcześniej nie widzieliśmy piękniejszych plaż. Zdecydowanie warto!!! Hotel Patatran ma znakomitą prywatną plażę i ładny basen. Biorąc pod uwagę stosunek jakości do ceny, pokoje były w porządku, a pracownicy naprawdę bardzo życzliwi i zaangażowani.





Mahé
