Zagubieni w raju – Praslin, La Digue i Mahé
Na początku marca mieliśmy ogromne szczęście spędzić 10 wspaniałych dni w raju – na Seszelach. Mimo że decyzję o tym urlopie podjęliśmy bardzo spontanicznie, dzięki SeyVillas wszystko przebiegło zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Podobnie jak większość turystów na Seszelach zdecydowaliśmy się na podróż po kilku wyspach. Zdecydowanie warto wybrać tę opcję, ponieważ każda wyspa jest wyjątkowa. Ostatecznie można też zaoszczędzić sporo czasu, nawet jeśli trzeba kilka razy zmienić miejsce zakwaterowania. Szkoda bowiem ograniczać pobyt na La Digue czy Praslin tylko do jednodniowej wycieczki. Wszystkie nasze transfery organizowane przez Creole Travel Service przebiegły bez zarzutu.
Praslin
Praslin była pierwszą wyspą podczas naszej podróży. Zatrzymaliśmy się tam w niewielkim apartamencie z kuchnią i bezpośrednim dostępem do morza, w obiekcie Ocean Jewels Resort. Znajduje się on w południowo-zachodniej części wyspy. Każdego ranka śniadanie dostarczano nam do pokoju, a na kolację chodziliśmy do sąsiedniego hotelu Villas de Mer (zdecydowanie polecamy! Kreolskie curry było przepyszne!). Pokoje były czyste, a na śniadanie podawano owoce, tosty, kawę lub herbatę, jajka i dżem. Gości było bardzo niewielu. Nie spędzaliśmy wprawdzie dużo czasu na plaży, ale kiedy już tam byliśmy, mieliśmy ją niemal wyłącznie dla siebie.

La Digue
Drugą wyspą podczas naszej podróży była La Digue. Obiekt Zerof Guesthouse spodobał nam się najbardziej, mimo że był najtańszy ze wszystkich trzech miejsc zakwaterowania. Jest położony w centralnej części wyspy. La Digue jest jednak tak mała, że brak lokalizacji bezpośrednio nad morzem nie stanowi żadnego problemu. Do wszystkich plaż można dotrzeć rowerem w zaledwie 10 minut. Obiekt należy do rodziny i oferuje pokoje z możliwością samodzielnego przygotowywania posiłków lub ze śniadaniem. Na miejscu jest wszystko, czego potrzeba, ponieważ w pensjonacie znajdują się także restauracja, niewielki sklep spożywczy, bar z daniami na wynos oraz – co na tej wyspie jest szczególnie praktyczne – wypożyczalnia rowerów. Rodzina i pracownicy są bardzo serdeczni i pomocni. Naprawdę chcemy polecić Państwu to miejsce. Od razu poczuliśmy się tam swobodnie.


Mahé
Na Mahé, ostatnim przystanku naszej podróży, zatrzymaliśmy się w Double Tree by Hilton - Allamanda Resort & Spa. Hotel leży w spokojnym, ustronnym miejscu na południu, przy wschodnim wybrzeżu wyspy. Ma tylko około 30 pokoi, dzięki czemu panowała w nim bardzo przyjemna cisza. Ponieważ na dwóch pozostałych wyspach każdego dnia byliśmy na wycieczkach, ostatnie trzy dni spędziliśmy na plaży, w morzu i przy basenie.
Przed hotelową plażą znajduje się rafa, można więc także nurkować z maską i obserwować ryby. Trzeba jednak uważać, ponieważ wszystkie skały są pokryte setkami jeżowców. Zdecydowanymi atutami hotelu były niemal pusta plaża, spokojny basen oraz lokalizacja. Ze względu na niewielką liczbę pokoi, a także fakt, że każdego dnia część gości wyjeżdżała, dopiero przyjeżdżała lub wybierała się na wycieczki, praktycznie wszystko mieliśmy wyłącznie dla siebie.
Minusem było natomiast jedzenie. Ponieważ zdecydowanie nie należało do tanich (wieczorny bufet kosztował 60 € za osobę), spodziewaliśmy się czegoś więcej. Nieco rozczarowało mnie również śniadanie, zwłaszcza pod względem wyboru świeżych owoców.






