Doświadczenie, które trzeba przeżyć... przynajmniej raz w życiu!
Wyruszyliśmy w tę długo wyczekiwaną i wymarzoną podróż z ogromnymi nadziejami.
I muszę przyznać, że się nie zawiedliśmy — wręcz przeciwnie, rzeczywistość przerosła nasze wyobrażenia! Seszele okazały się niemal dziewiczym rajem, w którym natura nadal gra pierwsze skrzypce… Wszystko harmonijnie współgra tu z otoczeniem: hotele, domy, lokale i sklepy… Tak było przynajmniej na mniejszych wyspach, takich jak Praslin, La Digue i Cerf Island, które odwiedziliśmy podczas naszej podróży.
Praslin
Naszym pierwszym przystankiem była wyspa Praslin, gdzie zatrzymaliśmy się w Sea View Lodge przy Anse Possession. Jednym z naszych pierwszych doświadczeń na Praslin była wycieczka na wyspę Curieuse, znaną z olbrzymich żółwi. Cóż można powiedzieć… wyglądają jak miniaturowe dinozaury. Karmienie ich i obserwowanie w naturalnym środowisku sprawiło nam wiele radości.

Następnie przez 40 minut wędrowaliśmy przez las, aby dotrzeć na plażę Anse St. José, jedną z pocztówkowych plaż Seszeli. Zjedliśmy tam również znakomity lunch z grilla, składający się z ryb i kurczaka przygotowanych przez mieszkańców.

Po południu zatrzymaliśmy się na snorkeling przy St. Pierre, maleńkiej wysepce tętniącej podwodnym życiem. To świetne miejsce dla miłośników snorkelingu.
Na Praslin odwiedziliśmy również Anse Georgette, przechodząc przez ośrodek Constance Lemuria Resort. Anse Georgette nie bez powodu należy do najsłynniejszych plaż Seszeli, jednak prądy są tu bardzo silne i występują prądy wsteczne, dlatego kąpiel nie jest zalecana. Mimo to uważam, że warto ją zobaczyć ze względu na jej pocztówkową scenerię.

Najpiękniejszym przeżyciem na Praslin było bez wątpienia nasze pierwsze nurkowanie po ukończeniu kursu PADI, w miejscu zwanym „coral garden”. Różnorodności kolorów i podwodnego życia nie da się opisać… Choć bielenie koralowców dotknęło również Seszele, ograniczając bogactwo widocznych barw, to doświadczenie pozostawiło w nas trwały ślad… niezapomniane wspomnienie. Nie można też przegapić zachodu słońca na Anse Lazio… wystarczy spojrzeć na zdjęcie…

La Digue
Z Praslin popłynęliśmy następnie na La Digue, wyspę, na której rowery są głównym środkiem transportu.

Z La Digue najpiękniej wspominamy rejs katamaranem na Grande Sœur, Coco i Félicité. Trzy postoje na snorkeling należały do najlepszych podczas całej podróży: żółwie morskie, kałamarnice, rozdymki i wiele innych… A do tego kolory oceanu — ten szmaragdowy błękit, od którego nie sposób oderwać wzroku… Nie można też zapomnieć o wyśmienitym barbecue, które zjedliśmy na pokładzie!

Na La Digue wybraliśmy się również na pieszą wędrówkę z Grand Anse do Anse Source d'Argent i muszę przyznać, że można się tam poczuć trochę jak Indiana Jones… wśród skał, lasów i oceanu… Jednak plaża Anse Marron oraz wszystkie pozostałe, które spotkają Państwo po drodze, są warte tego wysiłku!


Cerf Island
Gdy dotarliśmy na Cerf Island, ostatni przystanek naszej podróży, postanowiliśmy ponownie zanurkować przy Mahé. Pewnego dnia wsiedliśmy więc na prom, wynajęliśmy samochód — jazda autem z kierownicą po prawej stronie także była dla nas zupełnie nowym doświadczeniem! — i udaliśmy się na Beau Vallon.

Spędziliśmy tam wspaniały poranek na plaży… Jest ona ogromna i doskonale nadaje się na bardzo długie spacery. Po południu odbyliśmy dwa nurkowania w pięknym parku morskim Cap Ternay. To wyjątkowe miejsce nawet dla osób, które chcą jedynie uprawiać snorkeling.
Na Cerf znaleźliśmy prawdziwy spokój — to maleńka wyspa z dala od wszystkiego, zanurzona w naturze i otoczona rafą koralową… Dla nas, miłośników snorkelingu, było to spełnienie marzeń. Cóż więc powiedzieć… Z Seszeli zapamiętam przede wszystkim ocean i jego mieszkańców, a także zachody słońca oraz długie spacery po plaży… Być może pewnego dnia wrócę, aby jeszcze raz przeżyć te emocje… A jeśli tak się stanie, to z pewnością ponownie z SeyVillas!
Nadia