Trzeciego dnia naszego pobytu na Seszelach, spędzanego na Praslin, tuż po śniadaniu wyruszyliśmy na niezapomnianą całodniową wycieczkę. Taksówka organizatora zawiozła nas do przystani promowej, skąd około 09:30 wypłynęliśmy dużym katamaranem na wyprawę Robinson Crusoe Excursion. Wraz z około 50 uczestnikami, przeważnie w średnim wieku, oraz niemal 10-osobową załogą ruszyliśmy pełni oczekiwania najpierw w stronę niewielkiej wysepki St. Pierre, położonej u wybrzeży Praslin.
St. Pierre
Mieliśmy 30 minut, aby spokojnie zejść z rufy statku do wody i z dostarczonym sprzętem do snorkelingu odkrywać rafę koralową oraz pływające wokół niej ryby. Ich różnorodność nie jest wprawdzie tak duża jak na przykład przy niektórych plażach La Digue, ale dla początkujących miłośników snorkelingu i tak robi spore wrażenie.
Około południa, podzieleni na cztery grupy, popłynęliśmy pontonem do głównego celu wycieczki: populacji olbrzymich żółwi lądowych na Curieuse, do których można podejść naprawdę blisko. Miejscowy przewodnik opowiadał o nich wszystko małym grupom, można je było karmić, a nawet wziąć na ręce młode żółwie. W programie znalazła się również krótka prezentacja na temat Coco de Mer.
Curieuse, żółw
Następnie około godziny wędrowaliśmy szlakiem prowadzącym przez część Curieuse. Po drodze dowiedzieliśmy się nieco o roślinności wyspy oraz spotykanych na niej mieszkańcach.
Curieuse, żółw
Po powrocie pontonem na katamaran mogliśmy odpocząć i delektować się pysznym jedzeniem. Pakiet obejmował bowiem znakomity lunch ze specjałami z grilla. W cenę wycieczki wynoszącą 125 € wliczone były także trzy napoje, dzięki czemu nie ponosiliśmy żadnych dodatkowych kosztów. Podczas posiłku niezwykle serdeczna załoga niemal niezauważalnie skierowała katamaran ku kolejnej atrakcji. Katamaran zakotwiczył przy Anse Georgette, naszym zdaniem najpiękniejszej ze wszystkich seszelskich plaż. Nie podpływa się do niej bezpośrednio pontonem, ale za to mieliśmy całą godzinę, by w około dwie minuty dopłynąć do brzegu i w pełni nacieszyć się jej delikatnym, białym piaskiem.
Przed Anse GeorgetteKatamaran
Po powrocie na pokład podano nam jeszcze deser. Dość długi rejs powrotny do portu na Praslin można było spędzić pod pokładem, podziwiając około jednej trzeciej wszystkich plaż Praslin, albo wygrzewając się w seszelskim słońcu na siatkach na dziobie.
Wycieczka okazała się więc również wspaniałą okazją do relaksu. Około 17:30, po wliczonym w cenę transferze, wróciliśmy do hotelu pełni niezwykłych wrażeń. Była to świetnie zorganizowana, wyjątkowo urozmaicona wyprawa o znakomitym stosunku jakości do ceny, na którą podczas kolejnego pobytu na Seszelach bez wahania wybralibyśmy się ponownie.
Tę wycieczkę można również odbyć z La Digue, i to w niższej cenie.
Sophi i Roman z Gaggenau
16
Marzą Państwo o podróży na Seszele?
Proszę skonfigurować indywidualny pakiet podróży po wyspach!