Najpiękniejsza podróż poślubna na świecie
Rezerwacja z SeyVillas
Z okazji naszego ślubu w lipcu spełniliśmy swoje marzenie i zarezerwowaliśmy z SeyVillas podróż na Seszele. Ponieważ nie jest to tani kierunek, wszystko bardzo dokładnie zaplanowaliśmy, aby niczego nie pozostawić przypadkowi. Po długich poszukiwaniach wiedzieliśmy już, że nie chcemy lecieć na zasłużony miesiąc miodowy latem, tuż po ślubie, lecz wolimy poczekać do października, kiedy na Seszelach wieje stosunkowo słaby wiatr, dzięki czemu woda jest bardziej przejrzysta, a na brzeg trafia mniej trawy morskiej. Z pomocą SeyVillas mogliśmy nawet wybrać plaże, które chcieliśmy odwiedzić, i znaleźć hotel bezpośrednio w ich pobliżu. Byliśmy niezwykle pozytywnie zaskoczeni, jak łatwo można było zaplanować urlop za pośrednictwem tej strony!
Praslin
Pierwszym celem naszej podróży była Praslin, druga co do wielkości wyspa Seszeli. Ponieważ zarezerwowaliśmy pakiet transferowy SeyVillas, niedługo po przylocie na Mahé bez żadnych problemów przeprawiliśmy się promem, a następnie przejechaliśmy busem transferowym do naszego apartamentu Cote d'Or Apartments. Byliśmy mile zaskoczeni wielkością zakwaterowania, choć w porównaniu z innymi obiektami było ono dość przystępne cenowo. Znajduje się ono również tuż przy plaży Anse Volbert (Cote d'Or), którą oczywiście od razu poszliśmy zobaczyć — nie mogło też zabraknąć pierwszej kąpieli.
Pierwszego ranka wstaliśmy wyjątkowo wcześnie, aby obejrzeć tam wschód słońca. Był to zachwycający widok.



Równie blisko jak plaża znajdowały się bankomat i supermarket, w którym mogliśmy kupić produkty na śniadania i lunche. Wieczorami zawsze wychodziliśmy coś zjeść. Lokal „Le Laurier” możemy gorąco polecić wszystkim, którzy chcieliby spróbować naprawdę wyśmienitego kreolskiego bufetu. Największymi atrakcjami wyspy były dla nas dwa miejsca, do których można było dotrzeć autobusem: położona na północy bajeczna plaża Anse Lazio, gdzie morze rzeczywiście lśni takim błękitem jak na plakatach reklamowych, oraz tropikalny park Vallée de Mai, w którym zarezerwowaliśmy wycieczkę z zabawnym przewodnikiem o pseudonimie „Royal Black”. Z ogromną dbałością o szczegóły opowiedział nam wszystko o Coco de Mer i rodzimych gatunkach zwierząt, a niemal co dwa kroki pokazywał nam coś nowego — było naprawdę wspaniale!

La Digue
Drugą wyspą, którą wybraliśmy, była La Digue. Dość szybko uznaliśmy ją też za naszą ulubioną. W porównaniu z Praslin, gdzie porusza się całkiem sporo samochodów, tutaj niemal wszystko odbywa się na rowerach, co uznaliśmy za bardzo odprężające i pozwalające zwolnić tempo. Jednocześnie całą wyspę można było z łatwością zwiedzić na dwóch kółkach. Niezapomnianym przeżyciem było dla nas spotkanie z żółwiem olbrzymim, który w drodze powrotnej przeciął przed nami ulicę — tutaj to najwyraźniej zupełnie normalne!

Równie gorąco możemy polecić nasz hotel Etoile Labrine. Personel był bardzo troskliwy, apartament przestronny i przytulny, a wszystko pięknie przygotowane. Ponieważ było tam tak malowniczo, spędziliśmy łącznie trzy dni na plaży Anse Source d'Argent, codziennie podziwiając niezwykłe granitowe skały i turkusowe morze oraz delektując się drinkami w barze Fruita Cabana. Ostatniego dnia odwiedziliśmy także Grand Anse, która również jest urzekająca, choć fale są tam większe.



Cerf
Na ostatni etap podróży wybraliśmy niewielką wyspę Cerf. Jeśli ktoś szuka ciszy i odosobnienia, trudno wyobrazić sobie coś lepszego niż dzień na plaży na Cerf. Nie ma tu dróg — jest jedynie wąska ścieżka prowadząca przez tropikalną roślinność na drugą stronę wyspy oraz, oczywiście, przystanie dla łodzi. Pokój w naszym obiekcie Villa de Cerf był zdecydowanie najpiękniejszy ze wszystkich dotychczas opisanych. Szczególnie spodobał nam się balkon ze wspaniałym widokiem na Mahé, na którym chętnie kończyliśmy dzień przy kieliszku szampana otrzymanego w prezencie z okazji miesiąca miodowego.



Największą atrakcją na tej wyspie była wycieczka ze snorkelingiem ze skipperem Jamesem, który naprawdę zna najlepsze miejsca do odkrywania podwodnego świata Seszeli. Już sam widok z łodzi na liczne małe wyspy sąsiadujące z Cerf, takie jak „Round Island”, był wart udziału w tej wyprawie.

James „wysadził” nas również na kilka godzin na wyspie Moyenne, abyśmy mogli zwiedzić ją samodzielnie. Zobaczyliśmy tam malownicze krajobrazy, wiele żyjących na wolności żółwi olbrzymich oraz dwie zachwycające plaże: Pirate’s Cove i Coral Cove.
Niestety nasza wymarzona podróż dobiegła już końca, ale niemal codziennie wspominamy, jak pięknie tam było. Sama myśl o tym od razu poprawia nam nastrój! Mamy nadzieję, że wkrótce ponownie zanurzymy się w tym raju!
Victoria & Jan







