Relaksująca podróż poślubna
Latem 2017 roku wzięliśmy ślub. Na miesiąc miodowy wybraliśmy „klasyczny kierunek”, czyli Seszele, ponieważ można tu połączyć relaks na plaży z aktywnymi wycieczkami. Po porównaniu różnych ofert w internecie i lokalnych biurach podróży dokonaliśmy rezerwacji u specjalisty od Seszeli, firmy SeyVillas. Nie zawiedliśmy się – organizacja, transfery i obsługa w pełni spełniły nasze oczekiwania.
1. część podróży: La Digue
Lecieliśmy liniami Turkish Airlines przez Stambuł. Po dotarciu na lotnisko na Mahé czekał nas ekscytujący lot na Praslin. Wraz z około 20 innymi osobami mogliśmy podziwiać wspaniałe widoki na różne wyspy Seszeli i turkusową wodę. Lot trwał około 20 minut. Dzięki temu zaoszczędziliśmy trochę czasu w porównaniu z rejsem promem, który zajmuje około 90 minut, a wcześniej trzeba jeszcze dojechać do portu.

Po przylocie na Praslin zostaliśmy serdecznie powitani przez pracowników biura podróży Creole Travel i przewiezieni małym autobusem bezpośrednio do portu. Stamtąd popłynęliśmy promem na La Digue, co zajęło około 20 minut.
Na La Digue czekał nas jeszcze około 10-minutowy przejazd samochodem do naszego hotelu Patatran. Również tutaj personel przywitał nas serdecznie powitalnym drinkiem i odświeżającym ręcznikiem.
Hotel leży na północy tej niewielkiej, łatwej do zwiedzania wyspy i ma małą, ale uroczą plażę typową dla Seszeli. Zamieszkaliśmy w willi dla nowożeńców położonej na wzgórzu. Wille te są bardzo przestronne i oferują wspaniały widok na morze. Hotel nie jest luksusowy, ale stosunek jakości do ceny był w porządku. Po zmieniającym się każdego wieczoru menu nie należy spodziewać się zbyt wiele, za to omlety i pancakes serwowane na śniadanie były znakomite!
W hotelu można wypożyczyć rowery, na których doskonale zwiedza się całą wyspę. Polecamy spędzić na La Digue kilka dni, aby bez stresu i pośpiechu nacieszyć się wszystkimi cudownymi plażami. Warto pamiętać, że na Seszelach może czasem padać przez cały dzień – tak było również w naszym przypadku, choć krótkie przelotne opady zdarzają się częściej. Gdyby akurat na taki dzień zaplanowali Państwo jednodniową wycieczkę na La Digue, byłoby naprawdę szkoda.
Na pierwszym miejscu trzeba oczywiście wymienić plażę Anse Source d'Argent, do której można dotrzeć wyłącznie przez park L'Union Estate & Anse Source d'Argent. Wstęp jest płatny.
Ta typowa seszelska plaża z granitowymi skałami jest po prostu przepiękna – idealna do wypoczynku, robienia zdjęć, kąpieli i snorkelingu.

Warto również wspomnieć o zachwycających plażach na południowym wschodzie wyspy. Najlepiej przeznaczyć cały dzień na wypoczynek na trzech plażach: Grand Anse, Petite Anse i Anse Cocos. Do Grand Anse można jeszcze dojechać rowerem, natomiast do dwóch pozostałych prowadzą miejscami dość wymagające, ale piękne szlaki piesze. Gdy dotarliśmy do ostatniej plaży, niestety złapał nas deszcz. Wróciliśmy więc porządnie przemoczeni do Grand Anse, a później pojechaliśmy rowerami do hotelu. Podeszliśmy do tego z humorem. W końcu na Seszelach nawet podczas deszczu nie jest zimno.

2. część podróży: Praslin
Po 5 dniach na La Digue popłynęliśmy promem na Praslin. Również tym razem transfer z Creole przebiegł bez zarzutu. Przez 6 nocy mieszkaliśmy w 4-gwiazdkowym hotelu Coco de Mer & Black Parrot Suites. Standard był tu wyraźnie wyższy, a powitanie bardzo serdeczne. Goście nie muszą martwić się zameldowaniem ani innymi formalnościami, ponieważ wszystko zostaje dokładnie wyjaśnione. W tym czasie można spokojnie delektować się powitalnym drinkiem. Pokoje standardowe są bardzo przestronne i ładne. Zarezerwowaliśmy pobyt z niepełnym wyżywieniem.
Śniadania i kolacje są bardzo dobre i urozmaicone, choć kuchnia kreolska nie zawsze trafiała w nasz gust – to jednak z pewnością kwestia indywidualna. Przystawki i desery były przeważnie wyśmienite. Podczas posiłków hotel zapewnia także nieco przyjemnej rozrywki, a ponadto oferuje różne formy aktywności, takie jak kajaki, stand-up paddleboarding, niewielka siłownia czy mała biblioteka. Można również wypożyczyć rowery i sprzęt do snorkelingu, jednak za dodatkową opłatą. W wydzielonej części Black Parrot, w której znajdują się apartamenty, dostępne są także masaże i inne zabiegi.

Hotel oferuje bezpłatny transfer na położoną na północy wyspy plażę Anse Lazio. Skorzystaliśmy z tej możliwości. To kolejna wspaniała plaża, szczególnie odpowiednia do pływania i kąpieli. W przeciwieństwie do La Digue, gdzie ze względu na koralowce, skały i trawę morską niemal zawsze potrzebne są buty do wody, tutaj wejście do morza jest bardzo przyjemne, a dookoła pływają ryby.
Na Praslin znajduje się też wiele innych pięknych plaż, takich jak Anse Georgette, której jednak nie odwiedziliśmy.
Pewnego dnia wybraliśmy się pieszo z hotelu do rezerwatu przyrody Vallée de Mai. Była to wspaniała przygoda prowadząca przez park i dżunglę Praslin. Można tam bliżej poznać florę i faunę wyspy. Wstęp kosztował około 20 € za osobę. Nie korzystaliśmy z usług przewodnika, ponieważ znajdujące się na miejscu tablice informacyjne były dla nas wystarczające. Wybraliśmy dłuższą trasę, na którą przewidziano około 3 godzin. Mimo kilku przerw i niezbyt szybkiego tempa pokonaliśmy ją w około 1,5 godziny. Po wędrówce można odpocząć przy orzeźwiającym napoju w restauracji albo kupić pamiątkę w sklepiku.
W drodze powrotnej po raz kolejny przekonaliśmy się o życzliwości Seszelczyków – zaproponowano nam podwiezienie, z czego chętnie skorzystaliśmy.
Hotel organizuje bezpłatną wędrówkę po dżungli. Wzięliśmy w niej udział i również możemy ją polecić. Przewodnik Joseph zabrał nas do lasu położonego powyżej hotelu, gdzie pokazał nam wiele ciekawych miejsc i opowiedział sporo o Seszelach. Na zakończenie dotarliśmy na niewielką platformę widokową, z której rozciągała się cudowna panorama. Wycieczka trwała około 1,5 godziny i mimo stromego podejścia nie była przesadnie męcząca.
Pozostały czas spędziliśmy na pięknym terenie hotelu. Na trzech plażach, zadaszonym pomoście („Fishermen's wharf”) lub przy basenie zawsze można było znaleźć wolny leżak, a zazwyczaj także sporo prywatności oraz błogą ciszę. W porze obiadowej w barze „Mango Bar” przy basenie zwykle zamawialiśmy chłodny napój i przekąskę. Po południu wszyscy goście mogą tu bezpłatnie napić się kawy i skosztować pysznych ciasteczek.
3. część podróży: Mahé i powrót do domu
Podróż powrotną rozpoczęliśmy od rejsu promem z Praslin na Mahé. Ta przeprawa nie jest jednak dla osób o słabych nerwach. Zapowiadano dość wysokie fale i również nas dopadła choroba morska, podobnie jak około 30% pozostałych pasażerów. Gdy tylko znów stanęliśmy na stałym lądzie, nudności ustąpiły.
Po przybyciu na Mahé ponownie odebrali nas pracownicy Creole i zawieźli na jedną noc do Hotel La Roussette. To niewielki, rodzinny hotel z bungalowami, w którym sam właściciel nadal gotuje dla gości. Obiekt znajduje się tuż przy lotnisku, dlatego doskonale sprawdza się podczas postoju przed dalszą podróżą lub wylotem do domu.
Ponieważ nasz lot odbywał się dopiero wieczorem, mogliśmy jeszcze wykorzystać ostatni dzień i pojechaliśmy autobusem do stolicy, Victorii. Bilet kosztował mniej niż 1 € za osobę. Odwiedziliśmy tam ogród botaniczny,Seychelles National Botanical Gardens
, oraz targ, Sir Selwyn Selwyn Clarke Market.
Narodowy Ogród Botaniczny Seszeli na Mahé" title="Narodowy Ogród Botaniczny Seszeli na Mahé" sizes="(max-width: 120px) 120px,(max-width: 240px) 240px,(max-width: 360px) 360px,(max-width: 480px) 480px,(max-width: 600px) 600px,(max-width: 768px) 768px,(max-width: 864px) 864px,(max-width: 1536px) 1536px" srcset="/img/journals/320/120x160/botanical-garden-mahe-seyvillas-travel-journal-thomas5.jpg 120w, /img/journals/320/240x320/botanical-garden-mahe-seyvillas-travel-journal-thomas5.jpg 240w, /img/journals/320/360x480/botanical-garden-mahe-seyvillas-travel-journal-thomas5.jpg 360w, /img/journals/320/480x640/botanical-garden-mahe-seyvillas-travel-journal-thomas5.jpg 480w, /img/journals/320/600x800/botanical-garden-mahe-seyvillas-travel-journal-thomas5.jpg 600w, /img/journals/320/768x1024/botanical-garden-mahe-seyvillas-travel-journal-thomas5.jpg 768w, /img/journals/320/864x1152/botanical-garden-mahe-seyvillas-travel-journal-thomas5.jpg 864w, /img/journals/320/1536x2048/botanical-garden-mahe-seyvillas-travel-journal-thomas5.jpg 1536w">Wieczorem nadszedł czas pożegnania z Seszelami. Kierowca z Creole jak zawsze niezawodnie zawiózł nas na lotnisko. W drogę powrotną do Frankfurtu również polecieliśmy liniami Turkish Airlines przez Stambuł.