Round Island
23.12 wylądowaliśmy na Mahé. Już po wyjściu z samolotu przywitało nas słońce, a temperatura wynosząca około 29°C była bardzo przyjemna, zwłaszcza gdy przyjeżdża się prosto z zimowej aury.
Po krótkim, pięciominutowym transferze do hotelowego pomostu wsiedliśmy na należącą do hotelu łódź, a już dziesięć minut później dotarliśmy do Enchanted Island Resort na Round Island.
Po dziesięciogodzinnym nocnym locie z przesiadką w Dubaju tak krótki transfer do hotelu był naprawdę dużym udogodnieniem.


Enchanted Island Resort na Round Island jest po prostu zachwycający! Dziesięć niewielkich will ukryto wśród lasu deszczowego porastającego tę maleńką wyspę. Prywatność jest tu bardzo ważna, dlatego każda willa ma własne zejście na plażę. Restauracja jest, co zrozumiałe, niewielka, ale jedzenie i obsługa były znakomite. Podczas pobytu na Round Island koniecznie trzeba skorzystać z hotelowego kajaka, opłynąć wyspę, a także sąsiednie wysepki. Po drodze można obserwować płaszczki i ryby w płytkiej wodzie oraz cieszyć się ciszą.
Praslin
Po pobycie na Round Island wyruszyliśmy przez Mahé na Praslin. Wybraliśmy podróż promem. Morze było wprawdzie nieco wzburzone, ale ponieważ zarezerwowaliśmy bilety na górny pokład, mieliśmy dostęp do świeżego powietrza i przyjemnie chłodzącej bryzy. Po około godzinie rejsu dotarliśmy na Praslin. Na tej wyspie zdecydowaliśmy się na Village du Pecheur przy słynnej plaży Anse Volbert. Hotel znajduje się tuż przy plaży, więc już w drodze na śniadanie idzie się po delikatnym piasku. Kiedy rezerwowaliśmy hotel, SeyVillas poleciło nam kategorię pokoju, której nie było w żadnym katalogu. Pokój był świetny, z ogromnym tarasem i bezpośrednim widokiem na niewielką sąsiednią wyspę.

La Digue
Z Praslin popłynęliśmy następnie na La Digue. Ta wyspa szczególnie przypadła mi do gustu. Z miejsca na miejsce można się tam przemieszczać rowerem albo pieszo. My zwiedzaliśmy wyspę na piechotę, odkrywając po drodze zachwycające plaże, wiekowe żółwie olbrzymie i plantacje wanilii. Na Seszelach wszystkie plaże są publiczne, a więc ogólnodostępne — nigdzie nie spotka się tabliczki z napisem „teren prywatny”.


Mahé
Ostatnim przystankiem naszej podróży był kilkudniowy pobyt w Constance Ephelia na Mahé. Tym razem rejs promem przebiegł spokojniej, dzięki czemu mogliśmy w pełni cieszyć się morzem i słońcem. Przy przystani czekał już na nas kierowca Creole Travel Services i ruszyliśmy przez góry w kierunku północno-zachodnim, mijając plantacje herbaty oraz przemierzając wąskie serpentyny i gęste tropikalne lasy. Hotel był położony przy dwóch przepięknych plażach.
Bez względu na to, gdzie byliśmy na Seszelach, ludzie zawsze okazywali się życzliwi, a jedzenie było wyśmienite. Kuchnia kreolska urzeka aromatycznymi przyprawami, nieznanymi nam lokalnymi warzywami i smacznymi rybami.
Szczególnie spodobały mi się delikatne, białe plaże z charakterystycznymi granitowymi skałami, których wszędzie było pod dostatkiem. Cały czas czuliśmy się jak w ekskluzywnym katalogu podróżniczym, a przecież wszystko było prawdziwe.
Jeśli ktoś pomyśli, że w okresie świątecznym trwa przecież pora deszczowa — owszem, od czasu do czasu padało, ale przez cały drugi tydzień nie spadła ani kropla deszczu. Nawet gdy w pierwszym tygodniu pojawiał się krótki deszcz, przy temperaturze 29°C zupełnie nam to nie przeszkadzało.
Podsumowując: tropikalne wyspy, wspaniałe plaże, brak tłumów turystów, bardzo ładne hotele i fachowe doradztwo SeyVillas podczas planowania podróży.

