Białe Święta w innym wydaniu
W ostatniej chwili zdecydowaliśmy się polecieć na Seszele na Boże Narodzenie i Sylwestra, ponieważ mieliśmy już dość ponurej, deszczowej pogody w Niemczech. Po dwóch długich lotach i 20-godzinnej przerwie na zwiedzanie Dubaju dotarliśmy wreszcie na lotnisko na Mahé. Już podczas lądowania ogarnęła nas wyspiarska atmosfera.

Po odprawie imigracyjnej wyruszyliśmy z Creole Travel Service na Praslin. Niestety na naszym promie zabrakło miejsc i musieliśmy czekać kolejnych siedem godzin na następny rejs (na dwie godziny zakwaterowano nas w hotelu na Mahé). Wyczerpani długą podróżą traciliśmy dobry nastrój i rozpoczynaliśmy urlop z nie najlepszymi przeczuciami. Wszystko zmieniło się jednak natychmiast po przyjeździe do naszego Hotel L'Archipel na Praslin. Przywitano nas niezwykle serdecznie, od razu podano nam powitalny napój, a personel hotelu poprosił, abyśmy odpoczęli i odprężyli się, podczas gdy on zajmie się wszystkimi pozostałymi sprawami.
Teraz nasze wymarzone wakacje mogły się rozpocząć!!! Po krótkim spacerze po wspaniałym terenie hotelu z zachwytem podziwialiśmy widok z naszych pokoi.

Następnie wybraliśmy się na bajecznie białą i zupełnie pustą plażę (zawsze wydawało mi się, że zdjęcia są inscenizowane, ale przekonałem się, że jest inaczej – plaże naprawdę są tak zachwycające i bezludne).

Ponieważ był 25 grudnia, a na Seszelach właśnie tego wieczoru obchodzi się Boże Narodzenie, podano nam wyśmienite 5-daniowe menu. Jadalnia znajdowała się tuż przy plaży, ale na szczęście była zadaszona, ponieważ wieczorami zawsze padał tropikalny deszcz. To był wspaniały wieczór wigilijny z choinką, bałwanem z piasku i świąteczną muzyką.

Na Praslin pozostaliśmy do 31 grudnia. Wybraliśmy się również na spacer po Parku Narodowym Vallée de Mai, gdzie podziwialiśmy męskie i żeńskie palmy „Coco de Mer”.

Następnie wróciliśmy promem na Mahé (tym razem wszystko przebiegło bez najmniejszych problemów). Spędziliśmy jedną noc w Eden Island Resort, a wieczorem poszliśmy na „największą” imprezę w kraju, jak wszyscy nam ją przedstawiali, aby świętować tam Sylwestra. Choć na obchody przyjeżdżają ludzie ze wszystkich wysp, jak na niemieckie standardy była to bardzo kameralna impreza, a zamiast fajerwerków wystrzelono zaledwie kilka rac sygnałowych.
Wraz z początkiem nowego roku udaliśmy się na kolejną wyspę – tym razem Cerf Island. Z Eden Island odebrała nas należąca do hotelu łódź, którą dotarliśmy do Cerf Island Resort. Hotel został zbudowany na zboczu i prezentował się bardzo ładnie, ale obsługa była fatalna (kolacja zawsze była zimna, a zamówienie na napoje często przyjmowano dopiero wtedy, gdy niemal kończyliśmy jeść). Z czasem poziom obsługi jednak się poprawił, gdy wielu gości hotelowych złożyło skargi.
Dwa razy dziennie można było popłynąć łodzią na główną wyspę Mahé. Przez dwa dni wybieraliśmy się więc na nurkowanie, podczas którego podziwialiśmy niezwykłe wraki, rekiny i płaszczki.
Również w naszym hotelu nie brakowało atrakcji. Można było wypożyczyć kajaki, którymi odkrywaliśmy sąsiednie wyspy (np. Round Island).

Eksplorowaliśmy także rafę położoną bezpośrednio przed hotelem i godzinami nurkowaliśmy z rurką. Mogliśmy obserwować wiele barwnych ryb, a przy odrobinie szczęścia zobaczyć nawet niewielkiego rekina lub płaszczkę.
Przedostatniego dnia wróciliśmy już na dobre na główną wyspę, ponieważ nasz samolot odlatywał bardzo wcześnie następnego ranka. Wybraliśmy się jeszcze na spacer po Le Jardin Du Roi Spice Garden, gdzie można było podziwiać waniliowce, cynamonowce, muszkatołowce i wiele innych roślin. Następnego ranka niestety musieliśmy już wracać do domu, do zimnych Niemiec.