Podróż po wyspach Mahé – La Digue – Praslin
Mahé
Po 6 godzinach lotu, 7 godzinach oczekiwania w Abu Zabi i kolejnych 5 godzinach w samolocie mój chłopak Chris i ja dotarliśmy wreszcie rankiem 22.07 na Mahé.
Zmęczeni długą podróżą cieszyliśmy się, że nie musieliśmy od razu jechać do portu i płynąć dalej promem. Zamiast tego zawieziono nas do naszego pierwszego miejsca zakwaterowania na Mahé, Oceanview Guesthouse.

Właścicielki były bardzo sympatyczne, a pokój (mieliśmy apartament z małą kuchnią) skromny, ale czysty i funkcjonalny. Stosunek jakości do ceny był znakomity.
Na śniadanie podawano tosty, masło, dżem, talerz owoców, jajka, kawę, herbatę i sok. Osoby przygotowujące posiłki samodzielnie mogą w 5 minut dojść pieszo do niewielkiego sklepu. Zarówno położona przy obiekcie plaża Anse Marie-Laure (niemal zupełnie pusta), jak i popularna, bardziej turystyczna plaża Beau Vallon były bardzo czyste i idealnie nadawały się do kąpieli.
Do pozostałych atrakcji naszego pobytu na Mahé należały wycieczka do stolicy, Victorii (pojechaliśmy autobusem publicznym, który kosztował zaledwie 5 SCR, czyli 40 centów, za osobę w jedną stronę), oraz wędrówka na plażę Anse Major (przewodnik nie jest potrzebny — wystarczy iść drogą w kierunku Danzil aż do jej końca, a następnie podążać za znakami; przejście w jedną stronę zajmuje około godziny). Nie przypadła nam natomiast do gustu plaża Anse Royal na południu wyspy, ponieważ podczas naszego pobytu było tam dużo trawy morskiej.
Po pięciu nocach na Mahé popłynęliśmy promem „Cat Cocos” na Praslin, a stamtąd od razu mniejszym promem „Cat Rose” na La Digue (osoby podatne na chorobę morską zdecydowanie powinny wybrać samolot!).
La Digue
Kolejnych 6 nocy spędziliśmy w Pension Michel na La Digue.

La Digue spodobała nam się najbardziej. Zachwyciły nas zarówno nasze zakwaterowanie (ładny wystrój, życzliwy personel oraz bardzo dobre i urozmaicone śniadania), jak i plaże, a także fakt, że do każdego miejsca na tej niewielkiej wyspie można było dotrzeć pieszo lub rowerem (samochodów jest tu bardzo mało).
Na śniadanie również podawano tosty, masło, dżem, kawę, herbatę, jajka i talerz owoców (codziennie inną kompozycję świeżych owoców), a także coś słodkiego, na przykład ciasto bananowe lub naleśniki. Smacznie i niedrogo można zjeść również w Gala Takeaway (około 3 minut pieszo od Pension Michel), gdzie w przystępnych cenach, od 3 do 5 €, serwowane są wyborne, autentyczne kreolskie curry. Lokal ten cieszy się dużą popularnością także wśród mieszkańców! Nie skorzystaliśmy z kolacji oferowanych przez Pension Michel, ale wieczorny posiłek można zamówić również w wielu innych obiektach, nawet jeśli nie jest się ich gościem. Na wyspie działa też kilka niezależnych restauracji, w których ceny są na poziomie europejskim.
Do największych atrakcji naszego pobytu na La Digue należały przede wszystkim:
- Wizyta na plaży Grand Anse (nam osobiście podobała się jeszcze bardziej niż słynna Anse Source d’Argent)
- i dalsza wędrówka stamtąd na plaże Petite Anse oraz Anse Cocos.
- Wędrówka wokół południowego krańca wyspy do Anse Marron (możliwa tylko z przewodnikiem, ponieważ samodzielne odnalezienie trasy jest bardzo trudne).
- Wędrówka na szczyt Nid’Aigle (najwyższe wzniesienie na La Digue).
- Odkrywanie rowerem plaż północnego i wschodniego wybrzeża.
- Wycieczka ze snorkelingiem na Sister Islands, Île aux Cocos i Félicité.

Praslin
Zastanawiając się, czy ostatnia część naszego urlopu może być jeszcze piękniejsza niż pobyt na La Digue, z mieszanymi uczuciami wyruszyliśmy na Praslin.
Ostatnie 4 noce spędziliśmy w Villa Bananier przy plaży Anse Volbert. Obiekt nie był zbyt atrakcyjny wizualnie, ale okazał się czysty i funkcjonalny, a przy tym należał do tańszych w okolicy. Personel również tutaj był życzliwy, właścicielka umożliwiła nam bezpłatne późne wymeldowanie, a na śniadanie serwowano standardowy zestaw, tyle że bez jajek. Do dyspozycji gości była wspólna kuchnia, można było też zamówić posiłek przygotowany przez właścicielkę, jednak nie skorzystaliśmy z żadnej z tych możliwości. Zdecydowanie polecamy włoską restaurację „Gelateria de Luca” (z prawdziwymi włoskimi lodami) oraz lokal z curry na wynos „Tasty Bites”.
Poza niemal obowiązkową wizytą w Vallée de Mai i wypoczynkiem na zachwycającej Anse Volbert najciekawszym punktem naszego pobytu na Praslin była podróż autobusem na plażę Anse Lazio. Stamtąd powędrowaliśmy na plażę Anse Georgette (trasa jest dość trudna do odnalezienia), a następnie przeszliśmy przez Lemuria Resort i wróciliśmy autobusem — w ten sposób przy okazji odbyliśmy niemal całą wycieczkę dookoła wyspy!

Ostatecznie Praslin również okazała się przepiękna i zdecydowanie warta odwiedzenia!