Pomiń główną nawigację

Zakątek raju

Cześć wszystkim! Mam nadzieję, że dzięki temu dziennikowi z podróży uda mi się przekazać każdemu, kto go przeczyta, dokładnie te same emocje, których doświadczyliśmy podczas tego fantastycznego tygodnia na La Digue. Choć bardzo trudno będzie opisać słowami tak wielkie piękno… spróbuję!

La Digue

Na wstępie dodam, że wybraliśmy tę wyspę, ponieważ cenimy spokój, przygodę i samodzielne odkrywanie okolicy. Znaleźliśmy tu więc nasz raj — idealne połączenie relaksu i wymarzonych plaż z nutą dzikości, bez obsługiwania nas na każdym kroku, jak bywa w hotelach. Nasza pierwsza myśl brzmiała: „Czy to wszystko dzieje się naprawdę?”. Po 13 godzinach podróży samolotami i promami, z perfekcyjnie dopasowanymi połączeniami, o 19:00 dotarliśmy wreszcie do portu w La Passe. Tam pracownik firmy „Creole” zawiózł nas busem do naszej willi “Oceane l’Union Villa”. Można ją opisać tylko dwoma słowami: spełnienie marzeń.

Anse Source d’ArgentAnse Source d’Argent

Pierwszego dnia mieliśmy czas, aby oswoić się z otoczeniem oraz poznać rytm życia i miejscowe zwyczaje. Po wyspie porusza się wyłącznie rowerem lub pieszo. Warto pamiętać, że obowiązuje tu ruch lewostronny, jak w krajach anglosaskich — już po pierwszym dniu będą Państwo mieli wrażenie, jakby od zawsze jeździli lewą stroną drogi. My postanowiliśmy wypożyczyć dwa rowery, aby móc zwiedzić całą wyspę. Ma ona zaledwie 3 × 5 km, więc dotarcie z jednego krańca na drugi zajmuje około 30 minut. Główne drogi są właściwie tylko dwie. Jedna prowadzi dookoła niemal całej wyspy, ponieważ w pewnym momencie, mniej więcej na wysokości Anse Coco, urywa się i trzeba ruszyć dalej pieszo przez las dość wymagającym szlakiem. Druga przecina środek wyspy i prowadzi na szczyt Nid d’Aigles. Po drodze można zatrzymać się w „Belle Vue”, barze i restauracji z widokiem na morze oraz las. Wieczorem serwowana jest tam również wyśmienita kolacja według ustalonego na dany dzień menu, kosztująca zaledwie 600 rupii dla dwóch osób. Dań z ryb, warzyw i kurczaka jest jednak tak wiele, jakby kolację przygotowano dla całego pułku, a wszystko smakuje znakomicie. Podejście jest nieco męczące, lecz czekająca na górze panorama w pełni wynagradza wysiłek.

Wyruszyliśmy późnym popołudniem i zostaliśmy tam mniej więcej do 21:30, gdy na zewnątrz panowały już zupełne ciemności. Mogliśmy skorzystać z busa, który zawozi gości z powrotem na nizinną część wyspy, ale ponieważ mieliśmy ze sobą latarkę, woleliśmy spacer leśnymi ścieżkami pod rozgwieżdżonym niebem drugiej półkuli. To widok, który hipnotyzuje — można byłoby nie spać przez całą noc, tylko na niego patrzeć. Kiedy jeszcze nadarzyłaby się nam taka okazja? Wiedząc, że nie występują tu jadowite zwierzęta, czuliśmy się dość spokojnie. Co najwyżej można spotkać olbrzymie seszelskie pająki. Osobom, które się ich boją, mogą napędzić strachu, ponieważ osiągają rozmiar dłoni, ale na szczęście są zupełnie niegroźne. Można też zobaczyć karaluchy oraz przepiękne rudawki, które w przeciwieństwie do naszych nietoperzy nie pojawiają się wyłącznie nocą — wystarczy spojrzeć w górę, aby zobaczyć je w locie nawet w środku dnia. Jeśli planują Państwo odwiedzić tę wyspę, radzę zabrać ze sobą latarkę, ponieważ gdy zapada noc, robi się naprawdę ciemno. Panuje taki mrok, że nie widać niczego na odległość nawet centymetra. Latarnie uliczne znajdują się jedynie w pobliżu centrum niewielkiej miejscowości La Passe. W pozostałych częściach wyspy podczas wieczornej jazdy rowerem łatwo byłoby się z czymś zderzyć, dlatego latarka jest wręcz niezbędna. Po zachodzie słońca ciemność zapada natychmiast. Jedynymi innymi środkami transportu są nieliczne busy ze specjalnymi zezwoleniami, dowożące turystów do miejsc zakwaterowania, oraz taksówki… czyli piękne wozy ciągnięte przez woły.

Anse UnionAnse Union

Tydzień spędzony w rytmie wyspy pozwala całkowicie oderwać się od rzeczywistości i uświadomić sobie, że można doskonale obejść się bez komputera, telefonu komórkowego, telewizji, internetu i wielu innych rzeczy. Właściwie nie potrzeba niczego, ponieważ wszystko, co niezbędne do szczęścia, jest właśnie tutaj — ani mniej, ani więcej. Podczas pobytu mieliśmy wiele wspaniałych spotkań z miejscową fauną. W najodleglejszych zakątkach widywaliśmy olbrzymie żółwie, które wyciągały szyje w stronę naszych dłoni, prosząc o pieszczoty lub licząc na coś do jedzenia. Czerwone kanarki dodawały koloru i życia zieleni lasu. Bardzo trudno je sfotografować, ale kiedy wreszcie się to uda, aż trudno pojąć, jak natura mogła stworzyć takie cudo. Widzieliśmy też mnóstwo intensywnie zielonych gekonów, które doskonale maskowały się pośród liści bananowców, nie wspominając już o białym ptaku rajskim… sama nazwa mówi wszystko!

Anse Source d’Argent widziana z Anse UnionAnse Source d’Argent widziana z Anse Union

Wyspa jest pełna „bezpańskich” psów, a właściwie psów należących do wszystkich. Jeśli przypadną Państwo któremuś do gustu, może podążać za Państwem wszędzie przez znaczną część dnia. Wiele osób boi się tych zwierząt, sądząc, że to dzikie bezdomne psy, ale mogę zapewnić, że są niezwykle łagodne i szukają jedynie odrobiny czułości oraz kogoś, z kim mogłyby pobiegać. Spotkaliśmy jednego, który szczególnie zapadł nam w serce. Towarzyszył nam na plaży, bawił się z krabami, kopał ogromne doły i przynosił połowę łupiny orzecha kokosowego, żebyśmy mu ją rzucali. Stał się trochę „naszym psem” i szczekał na każdego, kto się do nas zbliżał. Gdybym tylko mogła, zabrałabym go ze sobą.

Przed wyjazdem zarezerwowaliśmy wycieczkę na Coco, Sister i Félicité Island z Jonathanem. Spędziliśmy w jego towarzystwie wspaniały dzień. Wcześnie rano zabrał nas na snorkeling, dzięki czemu dotarliśmy tam, zanim pojawiły się inne łodzie, i mogliśmy obserwować ogromne ławice kolorowych ryb, z których każda wydawała się piękniejsza od poprzedniej. Na szczęście trafiliśmy na cudowną pogodę, więc mogliśmy podziwiać fantastyczną rafę koralową. Snorkelowaliśmy po raz pierwszy i kiedy tylko zanurzyłam głowę pod wodę, z emocji niemal zabrakło mi tchu. Tego dnia byliśmy jedynymi uczestnikami wycieczki, dlatego w drodze powrotnej Jonathan przygotował dla nas na plaży pysznego grilla. Podał świeżo złowioną rybę jack fish, upieczoną na drewnie z palm kokosowych — była to najlepsza ryba, jaką jadłam w życiu! Podoba mi się ich podejście do niemarnowania jedzenia: najpierw podają niewielką porcję. Jeśli komuś wystarczy, to świetnie, a jeśli nie, może podejść z talerzem i poprosić o dokładkę. To, co zostanie, można zabrać ze sobą i zjeść później.

Rząd kolorowych rowerówRząd kolorowych rowerów Ogród przy „Oceane l’Union Villa”Ogród przy „Oceane l’Union Villa”

Podczas zwiedzania wyspy mieliśmy szczęście spotkać i zaprzyjaźnić się z miejscowym chłopakiem, który prowadził budkę ze świeżymi owocami i koktajlami. Wracaliśmy do niego codziennie w porze podwieczorku. Do naszego „mixed fruit juice” — koktajle, które znamy z domu, nie mogą się z nim równać — podawał nam talerz z kokosem, karambolą, limonką, bananem i marakują. Zawsze siadał razem z nami, dzięki czemu mogliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym, a przy okazji poznawać nowe słowa oraz tradycje obu naszych kultur. Ostatniego dnia wpadliśmy się z nim pożegnać i zamówiliśmy to, co zwykle. Ponieważ nie miał reszty w rupiach, wręczył nam w zamian koszyk pełen świeżo zebranych owoców, z których następnego ranka przygotowaliśmy fantastyczne śniadanie. To dzięki niemu dowiedzieliśmy się, że tutejszych owoców nie opryskuje się pestycydami ani innymi truciznami, tak jak u nas — mieszkańcy nawet nie wiedzą, czym jest taka chemia. Każdy może zbierać, co chce i gdzie chce. Nawet najzwyklejsze owoce, takie jak banany czy marakuje, jedzone w ich naturalnym środowisku smakują znacznie świeżej i bardziej autentycznie, a do tego są niezwykle słodkie.

Zielony gekonZielony gekon

Plaże La Digue

Teraz przechodzimy do części, którą najtrudniej opisać: plaże… cóż można powiedzieć poza tym, że wszystkie są przepiękne?!? Trzeba pamiętać, że te na wschodnim wybrzeżu są bardzo wietrzne, a kąpiel może być tam niebezpieczna, natomiast plaże na zachodnim wybrzeżu mają znacznie płytsze i spokojniejsze wody, idealne do snorkelingu.*

Widok na Anse Reunion z łodziWidok na Anse Reunion z łodzi

Każda plaża ma swój wyjątkowy charakter. Wszystkie zachwycają śnieżnobiałym piaskiem usianym czerwonymi fragmentami koralowców i krystalicznie czystym morzem, są równie piękne, dzikie i rzadko uczęszczane. Choć byliśmy tam w sierpniu, niemal nigdy nie spotykaliśmy nikogo na plaży. Jedynie Anse Source d’Argent jest nieco bardziej zatłoczona, ale wśród imponujących granitowych głazów zawsze uda się Państwu znaleźć własny, ukryty zakątek raju. Uznaje się ją za jedną z najpiękniejszych plaż świata, jeśli nie najpiękniejszą, i osobiście mogę powiedzieć, że trudno się z tym nie zgodzić. Czy próbowali sobie Państwo kiedyś wyobrazić, jak mógł wyglądać Eden? Otóż Anse Source d’Argent jest jego doskonałym odzwierciedleniem — to idealne miejsce na długie kąpiele w niezwykle przejrzystej i bardzo płytkiej wodzie.

Rejs łodzią z JonathanemRejs łodzią z Jonathanem Przepyszny kokosPrzepyszny kokos

Radzę odwiedzać plaże o różnych porach dnia, na przykład rano, a potem po południu, ponieważ ich wygląd zmienia się diametralnie. Przypływy i odpływy następują naprzemiennie co sześć godzin, dlatego podczas odpływu wynurzają się połacie piasku, których wcześniej nie było widać, i odwrotnie.

Mieliśmy szczęście trafić akurat na święto La Digue, obchodzone co roku 15 sierpnia. Przez cały dzień w miejscowości panuje radosna atmosfera, wszędzie słychać śmiech i żarty, a ulicami niesie się z oddali muzyka, przy której aż chce się tańczyć. My chcemy doświadczać podróży w pełni, robiąc to, co miejscowi, i nawiązując z nimi kontakt. Dlatego radzę codziennie wstawać jak najwcześniej, aby jak najlepiej wykorzystać czas na wyspie. O 6:30 jest tu wspaniale: tylko Państwo, kilkoro mieszkańców, śpiew ptaków i słodko-kwaśny zapach owoców, a na pustych plażach można zobaczyć nory wykopane nocą przez kraby. W ciągu tygodnia przemierzyliśmy wyspę wzdłuż i wszerz, ani na chwilę nie zwalniając w ciągu dnia. Do domu wracaliśmy dopiero wieczorem, około 19:00, ponieważ słońce zachodzi tam wcześnie — wyspa leży tuż na południe od równika, więc dzień i noc trwają po 12 godzin. Wcześniej podziwialiśmy zachwycające, za każdym razem inne i pełne barw zachody słońca, siedząc na pasie białego piasku plaży „Anse la Reunion”, naprzeciwko wysepki zwanej „Robinson Island”. Ta plaża zawsze była pusta, a przy tym cudowna: bujna roślinność sięga tam niemal samego morza i człowiek ma nadzieję, że raj wygląda właśnie tak… Przez siedem wieczorów był to nasz stały punkt dnia. Ostrzegam: gdy dotrą Państwo na La Digue, nie będą już chcieli jej opuszczać. Sądzę, że żadne inne miejsce na świecie nie pozostanie tak głęboko w moim sercu i pamięci — to eksplozja barw, emocji, zapachów i smaków, przypływ szczęścia i prawdziwego życia. Było to wspaniałe doświadczenie: wyspa i jej mieszkańcy, zawsze uśmiechnięci i gotowi do pomocy. Na La Digue zostawiliśmy kawałek serca, ale sądzę, że to, co zabraliśmy ze sobą, jest warte trzy razy więcej.

Zazwyczaj nie korzystamy z usług biur podróży, ale byliśmy naprawdę niezwykle zadowoleni z pracy wykonanej przez SeyVillas. Wszystko przebiegło bez zarzutu, zespół był zawsze gotowy odpowiedzieć na każde pytanie i reagował bardzo szybko — nie mogliśmy prosić o nic więcej. Cóż możemy powiedzieć poza: dziękujemy za wszystko… i do zobaczenia wkrótce, bo chcemy wrócić tak szybko, jak to możliwe!

Sara i Alberto

* Uwaga SeyVillas: możliwość kąpieli na poszczególnych plażach zależy od pory roku. Proszę zajrzeć do naszej sekcji „Klimat i położenie”, aby dowiedzieć się wszystkiego o pasatach oraz pływach.

image
Marzą Państwo o podróży na Seszele?

Proszę skonfigurować indywidualny pakiet podróży po wyspach!

od 1 800 €/osobę
(14 dni, 3 wyspy, w tym przelot)

Proszę skonfigurować podróż po wyspach