Miesiąc miodowy w rajskim ogrodzie
Najważniejsze chwile
Nasza podróż poślubna na Seszele była jednym wielkim, wyjątkowym przeżyciem. Zaczęła się na pokładzie samolotu linii Emirates, gdzie z okazji naszego ślubu, który odbył się 2 lutego 2015 roku, otrzymaliśmy mały tort i szampana.
Po przylocie na Seszele pojechaliśmy wynajętym samochodem do Banyan Tree Resort, pięknie położonego przy Anse Intendance na wyspie Mahé. Po przyjeździe powitano nas napojami i zaproszono na werandę. To właśnie tam po raz pierwszy zobaczyliśmy wspaniałą złocistą plażę, palmy i jasnobłękitne morze — główne powody, dla których te wyspy są tak słynne.


Przez tydzień pobytu w ośrodku rozkoszowaliśmy się prawdziwym luksusem. Z naszej willi na wzgórzu, z prywatnym basenem, roztaczały się zachwycające widoki. Wynajęty samochód okazał się bardzo przydatny, ponieważ od czasu do czasu mogliśmy opuścić ośrodek, żeby zjeść kolację lub pozwiedzać. W przeciwnym razie bylibyśmy uzależnieni od wysokich cen na jego terenie. Obie restauracje w ośrodku, Chez Lamar i Saffron, były jednak warte odwiedzenia ze względu na znakomite jedzenie i piękne otoczenie. Po całym kompleksie można wygodnie poruszać się wózkiem golfowym, który dowozi gości w dowolne miejsce.


Po tygodniu odpoczynku, opalania, pływania, nurkowania i zwiedzania Mahé weszliśmy na pokład statku Pegasus, aby wyruszyć w 5-dniowy rejs obejmujący 4 noclegi i odwiedzić kilka innych wysp położonych bardziej na północ. Był to świetny, wygodny sposób, by w krótkim czasie poznać więcej miejscowych krajobrazów i przyrody. Ponieważ statek nie był zbyt duży, mógł kotwiczyć w pobliżu mniejszych wysp, nawet tych zamieszkanych. Bogactwo dzikiej przyrody i krajobrazy, które zobaczyliśmy w tak krótkim czasie, zapierały dech w piersiach!

Seszele tak bardzo różnią się od wszystkiego, do czego przywykliśmy w naszym zatłoczonym, gęsto zaludnionym kraju, że jakaś część nas wcale nie chciała stamtąd wyjeżdżać. Wiedzieliśmy jednak, że koniec podróży poślubnej nieuchronnie się zbliża, dlatego intensywnie cieszyliśmy się każdą minutą.
Mój dziennik podróży
W walentynki weszliśmy na pokład statku Pegasus należącego do Variety Cruises, aby rozpocząć zarezerwowany za pośrednictwem SeyVillas rejs obejmujący 4 noclegi. Po tygodniu prawdziwego luksusu w ośrodku Banyan Tree na wyspie Mahé byliśmy ciekawi, co jeszcze mają do zaoferowania Seszele.
Statek i pozostali pasażerowie

Żółwie i płaszczki
Następnego dnia odwiedziliśmy niezamieszkaną wyspę Curieuse. Łodziami przewieziono nas na brzeg, gdzie powitali nas lokalni opiekunowie przyrody. Zaledwie kilka kroków dalej zauważyliśmy olbrzymie żółwie lądowe — cóż za niezwykłe stworzenia!
Stanęliśmy oko w oko z tymi pięknymi zwierzętami. Odpoczywały spokojnie w cieniu kołyszących się palm. Żółwie były dosłownie wszędzie, więc oczywiście zrobiliśmy mnóstwo zdjęć. Powędrowaliśmy od ośrodka hodowli żółwi do dawnego domu lekarza, będącego pozostałością z czasów, gdy wyspa służyła jako kolonia dla osób chorych na trąd.
Historię wyspy dobrze przedstawiono zarówno w domu, jak i wokół niego. Po grillu przespacerowaliśmy się plażą. Nagle zostaliśmy tylko my dwoje, palmy i krystalicznie czysta woda. Wtedy zauważyliśmy w morzu dwie płaszczki, które łagodnie się do nas zbliżały.
Tak blisko plaży! Stojąc ze stopami zanurzonymi w wodzie, natychmiast znieruchomieliśmy i w ciszy patrzyliśmy, jak te pełne gracji zwierzęta suną przez wodę. Tego wieczoru obserwowaliśmy zachód słońca nad Curieuse, wygodnie siedząc na górnym pokładzie. Cóż to był za wspaniały dzień na Seszelach.




Ptaki
Na wyspie Cousin znajduje się rezerwat ptaków, w którym dowiedzieliśmy się więcej o życiu tych zwierząt na Seszelach. Ptaki są przyzwyczajone do odwiedzających i nie postrzegają ich jako zagrożenia, dlatego można było łatwo się do nich zbliżyć. Nawet małe pisklęta spokojnie siedziały na gałęziach, dając nam szansę sfotografowania ich puszystego upierzenia i uroczego wyglądu. Spacer po wyspie był doskonałą okazją, by zobaczyć jeszcze więcej seszelskiej przyrody: palmy coco de mer, kraby, jaszczurki i krocionogi. Po południu nurkowaliśmy z rurką w pobliżu plaży Anse Lazio na wyspie Praslin. Po spacerze brzegiem wróciliśmy na statek na kolację.




Widok z klifów i podwodny świat
Czwartego dnia wspięliśmy się na najwyższy punkt wyspy Aride i z klifów podziwialiśmy bezkresny widok na Ocean Indyjski. Na wyspie zobaczyliśmy mnóstwo żółwi i ptaków, a nawet kilka olbrzymich figowców bengalskich. Gdy po południu zakotwiczyliśmy w pobliżu St. Pierre, aby ponurkować z rurką, morze było dość wzburzone. Samo wejście na łódź transportową stanowiło wyzwanie. Warto jednak było zobaczyć St. Pierre również pod wodą! W pobliżu skał tej maleńkiej wyspy pływało mnóstwo ryb. Czasami człowiek wyobraża sobie, jak mogłaby wyglądać mała, niezamieszkana wyspa w tropikach. St. Pierre jest tego znakomitym przykładem: skały wynurzające się z błękitnego oceanu, zwieńczone palmami.



Kreolski wieczór
Wieczorem dotarliśmy do zatoki St. Anne na Praslin, jednej z większych wysp. Dla nas była to ostatnia noc na Seszelach.

Następnego ranka mieliśmy zejść na ląd i polecieć liniami Air Seychelles z Praslin na Mahé, skąd samolotem Emirates wracaliśmy do domu. Zaprzyjaźniliśmy się z kilkoma osobami na pokładzie, dlatego miło było zakończyć naszą podróż kreolskim wieczorem na statku. Seszelscy wokaliści wykonywali lokalne i międzynarodowe utwory. Tańczyliśmy miejscowe tańce z dwiema dziewczynami, które przyprowadziły ze sobą młodszą siostrę. Początkowo była trochę nieśmiała, ale później dołączyła do warsztatów tanecznych prowadzonych przez starszą siostrę. Wspaniale spędziliśmy czas i zjedliśmy pyszną kolację na pokładzie, pod rozgwieżdżonym niebem.
Orevwar, Seszele!
Po śniadaniu pożegnaliśmy się ze wszystkimi, uregulowaliśmy rachunek i opuściliśmy statek. Do lotu na Mahé pozostało jeszcze trochę czasu, więc zostaliśmy w porcie i patrzyliśmy, jak nasz statek odpływa. Machaliśmy niektórym współpasażerom, którzy kontynuowali rejs przez kolejne 3 noce. Spędzenie miesiąca miodowego na tych niezwykłych wyspach było niczym sen. Po powrocie do domu trudno było nam przywyknąć do codzienności. Kiedy jednak oglądaliśmy zdjęcia, uświadomiliśmy sobie, jak wyjątkowa była to podróż. Uzgodniliśmy, że wrócimy tam, gdy tylko nadarzy się kolejna okazja.