Pomiń główną nawigację

Podróż po wyspach z wyjątkową wisienką na torcie

Gdy stało się jasne, że podczas naszej kolejnej podróży chcemy wziąć ślub, za spontaniczną radą przyjaciółki wybraliśmy Seszele. W końcu na ten wyjątkowy dzień marzyliśmy o najpiękniejszej plaży i wspaniałej pogodzie. Szukając biura podróży, natrafiliśmy na Konfigurator podróży po wyspach SeyVillas, który od razu nas przekonał. Choć wiele podróżujemy, nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z tak praktycznym narzędziem!

Z pomocą sympatycznych pracowników SeyVillas szybko ustaliliśmy również trasę podróży. Wszyscy bardzo starali się spełnić nasze życzenia.

Przylot na Seszele – lądujemy w rowerowym raju

Po przyjemnym locie z Monachium przez Dubaj dotarliśmy na Mahé, nieco jeszcze zaspani. Na miejscu od razu powitała nas pracownica Creole i zaprowadziła do transferu – w końcu jeszcze tego samego dnia zamierzaliśmy dotrzeć na La Digue. Popłynęliśmy promem na La Digue, po drodze zatrzymując się na krótko na Praslin, i po długim dniu podróży dotarliśmy na miejsce o zmierzchu. W naszym obiekcie Cocotier Du Rocher Self Catering Apartments zostaliśmy niezwykle serdecznie przyjęci i zakwaterowaliśmy się w apartamencie. Od razu poczuliśmy się dobrze zarówno w obiekcie, jak i na całej La Digue. Apartamenty znajdują się w czymś na kształt ogrodu botanicznego, zapewniają dużo prywatności, a codziennie odwiedzają je liczne kolorowe ptaki. Przemierzaliśmy wyspę na rowerach, wędrowaliśmy na rozmaite plaże i zachwycaliśmy się sielankową atmosferą oraz tym, jak niewiele osób spotykaliśmy na najpiękniejszych plażach niczym ze snu. Trzeciego dnia odbył się nasz ślub, który zorganizowaliśmy za pośrednictwem wyspecjalizowanej agencji. Ślub w tym miejscu był najlepszą decyzją! Nawet w najśmielszych marzeniach nie moglibyśmy wyobrazić sobie piękniejszej uroczystości.

Grand Anse, La DigueGrand Anse, La Digue W doskonałych nastrojach spędziliśmy kolejne dni, odwiedzając rozmaite plaże, uczestnicząc w wycieczce ze snorkelingiem w okolice Grande Sœur i Félicité oraz rozkoszując się swobodną atmosferą przy curry i torcie weselnym. Najpóźniej drugiego dnia człowiek przejmuje spokój mieszkańców Seszeli i nic nie jest już w stanie wyprowadzić go z równowagi – to najlepszy przepis na relaksujący urlop. Niestety zgodnie z planem po czterech nocach na La Digue musieliśmy zmienić zakwaterowanie i przenieśliśmy się do Le Surmer. Naszym zdaniem obiekt ten nie zasługiwał niestety na wiele gwiazdek. Wyróżniał się przede wszystkim nieobecnością personelu. Nie pozwoliliśmy jednak, by popsuło nam to humor, ponieważ i tak większość czasu spędzaliśmy poza obiektem. Pewnego wieczoru wybraliśmy się na kolację o zachodzie słońca na Nid d'Aigle. Była to zdecydowanie jedna z głównych atrakcji – zarówno pod względem widoków, jak i jedzenia.

Nid d’Aigle, La DigueNid d’Aigle, La DigueNid d' Aigle, La DigueNid d' Aigle, La Digue

Luksusowy relaks dla duszy

Na Praslin zatrzymaliśmy się w eleganckim hotelu Acajou Beach Resort – nasz pokój znajdował się tuż przy plaży Anse Volbert (Cote d'Or) , można więc było niemal prosto z łóżka wpaść do morza. Obsługa była niezwykle uprzejma, serwowano obfite śniadanie w formie bufetu, a pracownicy recepcji chętnie służyli pomocą. Jeden dzień poświęciliśmy na zwiedzanie wyspy na rowerach. Wkrótce zrozumieliśmy, dlaczego otrzymaliśmy rowery górskie: wyspa jest bardzo pagórkowata, a my byliśmy zdecydowanie jedynymi rowerzystami. Droga do Anse Lazio chyba nie mogła być bardziej stroma. Określenie jednego z mieszkańców: „w górę i w dół” trafnie ją podsumowywało. Ostatecznie udało nam się jednak dotrzeć do właściwej Anse Lazio i byliśmy dumni ze swojego osiągnięcia. Wszyscy pozostali woleli przyjechać tam wynajętym samochodem.

Odwiedziliśmy również park przyrodniczy Fond Ferdinand, gdzie podczas wycieczki z przewodnikiem można zobaczyć palmę coco de mer.

Font FerdinandFont Ferdinand Przejazd lokalnym autobusem na Grand Anse okazał się bardzo zabawny, choć większą atrakcją była sama podróż niż miejsce docelowe. Zgodnie z mottem „droga jest celem” niemal od razu ruszyliśmy wyboistą trasą z powrotem do naszej sennej miejscowości przy Anse Volbert (Cote d'Or), która w porównaniu z Grand Anse wręcz tętniła życiem. Ostatniego dnia na Praslin wybraliśmy się na rejs katamaranem. Wycieczka miała odbyć się dzień wcześniej, lecz dosłownie spaliła na panewce z powodu deszczu. Na szczęście udało nam się spontanicznie zmienić plany i wziąć w niej udział następnego dnia. Trasa prowadziła przez St. Pierre na Curieuse i do Anse Georgette , gdzie mogliśmy zarówno nurkować z rurką, jak i wędrować. Po drodze spotkaliśmy mnóstwo kolorowych ryb i żółwi lądowych, a po grillowaniu na łodzi mieliśmy okazję zanurzyć się w turkusowej wodzie przy Anse Georgette .

Anse GeorgetteAnse Georgette ]To była naprawdę udana wycieczka. Prawdziwy luksus Seszeli polega właściwie na tym, jak blisko można obcować z naturą. Człowiek pływa pośrodku ogromnej ławicy ryb, leży na miękkim, białym piasku, a nad głową widzi zataczające kręgi rudawki.

Odkrywanie ryb podczas snorkelinguOdkrywanie ryb podczas snorkelingu Po prostu nie da się opisać tego piękna!

Wieczorem popłynęliśmy ostatnim promem na Mahé, gdzie czekała na nas trzecia część przygody.

Przemierzamy Mahé

Przy przystani odebraliśmy niewielki biały samochód, który miał nam towarzyszyć przez kilka kolejnych dni. Już pierwsza przejażdżka okazała się pewnym wyzwaniem: ruch lewostronny, ciemność, nieznane drogi, brak dokładnej mapy lub wskazówek, dokąd właściwie mieliśmy jechać. Do tego dochodziły przepaście po obu stronach drogi. Mimo wszystko udało nam się bez większego załamania nerwowego dotrzeć do kolejnego miejsca zakwaterowania. Hanemann Hanneman Holiday Residence zaoferował nam penthouse o powierzchni 135 m² z trzema łazienkami, dwiema sypialniami i ogromną kuchnią.

Pozostałe dwa dni spędziliśmy, zwiedzając wyspę wynajętym samochodem. Można godzinami przemierzać ją autem i przenosić się z jednej plaży na drugą. Za każdym wzniesieniem kryje się kolejna piękna plaża.

Baie Lazare na MahéBaie Lazare na MahéSzczególnie spodobało nam się to, że plaże nadal wyglądają bardzo naturalnie. Jeśli znajdują się przy nich hotele, zazwyczaj są dobrze ukryte pośród zieleni. Dzięki temu niemal zawsze można mieć wrażenie, że jest się na plaży zupełnie samemu, i łatwo wyobrazić sobie, co musieli czuć pierwsi osadnicy po przybyciu na Seszele. Wyjątkowo urzekła nas Anse Royale na zachodzie wyspy.

Anse RoyaleAnse Royale Plażę osłania rafa, dzięki czemu morze jest bardzo spokojne i płytkie. Mieni się najpiękniejszymi kolorami niczym z katalogu podróżniczego. Przy odrobinie szczęścia na plażach w południowo-wschodniej części Mahé można zobaczyć żółwie morskie wychodzące na ląd, aby złożyć jaja. Warto również przejechać się Sans Soucis Road. Kręta droga prowadzi w górę i w dół przez gęstą, zieloną i wilgotną dżunglę. Po krótkim spacerze uznaliśmy, że zobaczyliśmy już wystarczająco dużo stolicy, Victorii. Bardziej ciągnęło nas do natury i na plażę.

Nasza podróż całkowicie nas zachwyciła. Program był niezwykle urozmaicony i stanowił znakomitą okazję do poznania wysp.

W obiektach na La Digue i Praslin odwiedzili nas pracownicy Creole, aby się przedstawić i przekazać nam informacje o wyspach. Gdy naprawdę potrzebowaliśmy pomocy, mogliśmy na nich liczyć. Bez problemu zmienili na przykład organizację transferów, kiedy z powodu rejsu katamaranem zmienił się nasz plan podróży. Dzięki temu przez cały czas czuliśmy się otoczeni dobrą opieką.

Każdego dnia od powrotu wspominamy tę niezapomnianą podróż do niezwykle pięknego miejsca i cieszymy się na myśl, że wkrótce znów tam polecimy. Jak mieszkańcy Seszeli mówią o deszczu: „to minie”. My również wiemy, że intensywny okres w pracy kiedyś dobiegnie końca i znów będziemy mogli wyczekiwać wspaniałego urlopu.
image
Marzą Państwo o podróży na Seszele?

Proszę skonfigurować indywidualny pakiet podróży po wyspach!

od 1 800 €/osobę
(14 dni, 3 wyspy, w tym przelot)

Proszę skonfigurować podróż po wyspach