9.11.2019 polecieliśmy liniami Swiss/EdelweißAir z Düsseldorfu przez Zurych na Seszele. Pierwszą wyspą na naszej trasie była Praslin. Ponieważ wylądowaliśmy o 10:00 czasu lokalnego, a kolejny prom odpływał dopiero po południu, zdecydowaliśmy się na lot z Mahé na Praslin. Dzięki temu już wczesnym popołudniem dotarliśmy do miejsca zakwaterowania i do zmroku (około 18:30) mogliśmy pieszo zwiedzać okolicę.
Samolot śmigłowy Mahé → Praslin
Od razu odkryliśmy żółwie mieszkające na terenie pobliskiego hotelu. Można je było karmić przygotowanymi małymi bananami, na co miały zresztą wielką ochotę.
Głodne żółwie przy Anse Takamaka (Praslin)
Następnego dnia otrzymaliśmy wynajęty samochód. Na Praslin zdecydowanie warto mieć auto. Przed wyjazdem obawiałem się nieco ruchu lewostronnego, ponieważ do tej pory zawsze jeździłem po właściwej stronie. Do poruszania się po „niewłaściwej” stronie można się jednak dość szybko przyzwyczaić. Kierownica również znajduje się po przeciwnej stronie, więc podobnie jak u nas kierowca siedzi bliżej środka jezdni. W zasadzie tylko podczas wyjeżdżania z miejsca parkingowego trzeba przez chwilę zastanowić się, którą stroną należy jechać.
Pierwszego dnia pojechaliśmy prosto na Anse Lazio, która okazała się najlepszą plażą podczas całego naszego urlopu. Drobny piasek, łagodne zejście do wody, liczne drzewa zapewniające cień, a do tego ratownik na miejscu. Przy prawym krańcu plaży można również nurkować z maską i podziwiać wiele kolorowych ryb. Czego chcieć więcej?
Snorkeling przy Anse Lazio
Snorkeling przy Anse Lazio
Śniadania zawsze mieliśmy wykupione w miejscu zakwaterowania. Codziennie podawano świeże owoce, jajka i tosty.
Śniadanie w Sea View Lodge
Na Praslin jadaliśmy głównie w food trucku przy Anse Volbert (Cote d'Or) (tuż przy zjeździe z głównej drogi). Zarówno w porze obiadowej, jak i wieczorem oferowano tam zmieniające się zestawy za 80 SCR (około 5,40 €).
Jedzenie na wynos w Anse Volbert
La Digue
Po 5 dniach na Praslin ruszyliśmy dalej na La Digue. Zatrzymaliśmy się w Fleur de Lys, które okazało się najlepszym miejscem zakwaterowania podczas naszej podróży. Oprócz nowocześnie urządzonych bungalowów dużym atutem była lokalizacja. Po zmroku bez problemu można było pieszo dotrzeć do centrum La Passe i kupić coś do jedzenia w lokalu z daniami na wynos lub w piekarni. Pierwszego dnia pojechaliśmy na Grand Anse, a stamtąd udaliśmy się pieszo na Petite Anse i Anse Cocos. Najwięcej czasu spędziliśmy na Anse Cocos, ponieważ można tam było odpocząć w cieniu i pokrzepić się świeżo przygotowanymi sokami z baru (100 SCR).
Anse Cocos, La Digue
Jedną z największych atrakcji na La Digue było spotkanie podczas wycieczki rowerowej swobodnie spacerującego żółwia. Oczywiście najpierw trzeba było go pogłaskać.
Żółw żyjący na wolnościL'Union Estate
oraz Anse Source d'Argent nieco nas rozczarowały. W parku nie otrzymuje się ani mapy, ani żadnych innych informacji o tym, co właściwie można tam zobaczyć. Formacje skalne na Anse Source d'Argent stanowią wprawdzie piękne tło do zdjęć, ale woda jest tak płytka, że podczas pływania i nurkowania z maską trzeba uważać, aby nie uderzyć kolanami o skaliste dno.
Mahé
Po 4 dniach na La Digue wyruszyliśmy na Mahé, ostatnią wyspę podczas naszej podróży. Po pobycie na Praslin i La Digue plaże Mahé nie zrobiły na nas szczególnego wrażenia. Jeśli pozwalają na to temperatura i wilgotność powietrza, dużym atutem Mahé są szlaki piesze. Przy „Sans Soucis Road” rozpoczyna się kilka oznakowanych tras. Przeszliśmy między innymi Copolia Lodge Trail , a nagrodą za tę wyczerpującą i pełną potu wędrówkę był wspaniały widok.
Wędrówka szlakiem Copolia Trail
Planowanie i organizacja za pośrednictwem SeyVillas oraz opieka firmy Creole na miejscu przebiegły bez zarzutu. Wszystkie transfery odbyły się punktualnie, a z obsługi na miejscu byliśmy bardzo zadowoleni.
17
Marzą Państwo o podróży na Seszele?
Proszę skonfigurować indywidualny pakiet podróży po wyspach!