Fotograficzna wędrówka po czterech wyspach
Jako niezależni podróżnicy zarezerwowaliśmy już zakwaterowanie z wyżywieniem we własnym zakresie na Mahé i La Digue, zanim trafiliśmy na SeyVillas.
Wcześniej tego roku świętowaliśmy 30. rocznicę ślubu, jedząc hot dogi w domku mobilnym na podjeździe stacji benzynowej na Islandii, dlatego szukaliśmy kilku dni luksusu gdzieś na Seszelach. The Labriz Hilton na Silhouette wydawał się idealnym wyborem, a my odkryliśmy, że najtaniej będzie dokonać rezerwacji ze zniżką dostępną za pośrednictwem SeyVillas… i proszę, okazało się, że SeyVillas może również zorganizować transfery oraz pobyt w Maison de Soleil na Praslin. Mogliśmy oszczędzić sobie mnóstwo wysiłku, organizując całe dwutygodniowe wakacje za pośrednictwem SeyVillas. Proces stał się nieco skomplikowany z powodu rezerwacji, których dokonaliśmy wcześniej samodzielnie, ale Valeria z pozornie nieskończoną cierpliwością przedstawiała nam kolejne opcje i sugestie, aż wszystko wyglądało dokładnie tak, jak chcieliśmy. Niestety w trakcie okazało się, że żaden z tańszych pokoi w Hiltonie nie jest dostępny, więc zarezerwowaliśmy willę Deluxe na zboczu z prywatnym basenem — raz się żyje, w końcu świętowaliśmy 30 lat! Nie zawiedliśmy się.
Mahé
Pierwsze pięć dni spędziliśmy, przemierzając Mahé wynajętym samochodem i odwiedzając tyle plaż oraz innych ciekawych miejsc, ile tylko udało się zmieścić w planie. Pogoda była dość kiepska, a przez większość dni uporczywie padało, lecz słońca wystarczyło, byśmy nie czuli się całkowicie rozczarowani. Do szczególnych atrakcji należały Jardin du Roi, całodniowy rejs w okolice Moyenne, a także mnóstwo spokojnych plaż. Z przyjemnością jadaliśmy w Kaz Creole, niedaleko naszego miejsca pobytu w Au Cap.




Marzenie fotografa amatora o zdjęciach podczas złotej godziny, czyli o świcie i zmierzchu, w dużej mierze pokrzyżowała kiepska pogoda — motyw przewodni tych wakacji — choć zdarzyło się kilka godnych uwagi wyjątków!
Silhouette
W końcu nadszedł czas na transfer na Silhouette, a wysoki poziom obsługi stał się widoczny natychmiast po przyjeździe do recepcji Hiltona w Bel Hombre. Potem nastąpiły dwa dni błogiego luksusu i pełnej prywatności w naszej willi z basenem i ogrodem. Leniwe śniadania, koktajle w ramach happy hour i wspaniałe kolacje właściwie wypełniły nam cały czas, ponieważ deszcz uniemożliwił spacery po lesie! Było drogo… ale tym razem czuliśmy, że warto było wydać te pieniądze. Chyba długo nie zapomnimy tego doświadczenia.
Wróciliśmy do Bel Hombre, gdzie rozsądnie doradzono nam, aby opóźnić transfer na przystań w Victorii przed rejsem na Praslin, ponieważ otoczenie recepcji Hiltona było zdecydowanie wygodniejsze niż drewniana ławka w poczekalni Cat Cocos. Przydałoby się nieco więcej informacji o tym, jak to wszystko działa, ale gdy tylko trafiliśmy pod opiekę lokalnego przedstawiciela, wszystko przebiegło sprawnie.
Widoki z Maison de Soleil są fantastyczne, a Vincent i jego tata są niezwykle mili i pomocni, jednak sama willa jest dość skromna — wrażenie to z pewnością potęgował fakt, że właśnie przyjechaliśmy z Hiltona! Nie mogliśmy oprzeć się myśli, że po niewielkim remoncie kuchni i łazienki oraz być może zamontowaniu klimatyzacji obiekt byłby stale w pełni zarezerwowany. Pobyt nam się podobał, ale jadaliśmy poza willą częściej, niż prawdopodobnie robilibyśmy to w innych okolicznościach. Valeria radziła nam zostawić Hilton na koniec i miała całkowitą rację, jednak nie pasowało to do naszego planu podróży.

Praslin
Najważniejszymi punktami pobytu na Praslin były oczywiście Anse Lazio i Anse Georgette, a także półdniowa wycieczka na Curieuse połączona ze snorkelingiem. W Vallée de Mai zaczynało już brakować nam sił, ale podczas codziennej ulewy ktoś zaoferował nam 100 $ za nasz parasol!


La Digue
Na ostatnie trzy noce na La Digue opuściliśmy troskliwą opiekę SeyVillas. Plaża reklamowana jako najczęściej fotografowana na świecie nie zawiodła. Ponieważ przez większą część dnia lało jak z cebra, zaczęło ogarniać nas zniechęcenie. Z ciężkimi sercami dotarliśmy na miejsce, ściskając aparaty, obiektywy i statyw. O rany… przez trzy kolejne wieczory warunki do fotografowania nie mogły być bardziej idealne.




Nie udało nam się zobaczyć w rezerwacie krytycznie zagrożonej muchołówki seszelskiej, ponieważ przegoniły nas komary, dlatego tym większą radość sprawił nam widok pary tych ptaków na drzewie przy drodze, niedaleko naszego miejsca zakwaterowania. Żółw spotkany poprzedniego dnia był kolejną atrakcją!

Absolutnie idealne wakacje!
Co warto zabrać
- Wodoodporne buty do wody!
- Maskę do snorkelingu ze szkłami korekcyjnymi, jeśli noszą Państwo okulary!
- Wodoodporny aparat fotograficzny!
- Środek odstraszający owady!
Wskazówki
Jeśli planują Państwo wyżywienie we własnym zakresie, nie warto zbyt wiele oczekiwać od supermarketów — po owoce, warzywa i ryby najlepiej udać się na targ w Victorii.