Miesiąc miodowy w raju
Nareszcie nadszedł ten dzień! Ostatnie dni pracy już za nami, walizki spakowane i możemy wyruszać w długo wyczekiwaną podróż poślubną.
Musimy przyznać, że podróż była nieco męcząca… najpierw samochodem na lotnisko we Frankfurcie, a stamtąd pierwszy etap do Dubaju. Krótka przesiadka, chwila na rozprostowanie nóg i ruszyliśmy dalej na Mahé. Tę wyspę zostawiliśmy sobie jednak na koniec, więc udaliśmy się prosto na prom, nadaliśmy bagaże, a potem czekała nas godzina oczekiwania i chwila oddechu, zanim po ponad 24 godzinach podróży nadszedł jej wyjątkowo rozkołysany punkt kulminacyjny (zdecydowanie polecamy tabletki na chorobę lokomocyjną). Mój mąż właściwie nie przepada za dalekimi podróżami, między innymi dlatego, że bardzo nie lubi latać. Obawiałam się już, że trochę przesadziłam z planowaniem i zbyt wiele od niego wymagałam. Ta myśl rozwiała się jednak już w ciągu pierwszych kilku godzin, ponieważ naprawdę dotarliśmy do raju.
Praslin – Bliss Hotel (7 nocy)Resztę dnia przeznaczyliśmy jednak najpierw na odpoczynek po podróży i rozeznanie się w okolicy. W hotelu powitano nas zimnymi napojami i schłodzonymi ręcznikami. Nasz pokój, niewielki domek pośród tropikalnej roślinności, był urządzony z wielką dbałością i udekorowany kwiatami oraz łabędziami z ręczników. 
Od tego momentu spędzaliśmy dni na zmianę: odpoczywaliśmy przy basenie lub na plaży, popijaliśmy koktajle i czytaliśmy albo wybieraliśmy się na wycieczkę i odkrywaliśmy wyspę. Pierwsza całodniowa wyprawa zaprowadziła nas do Vallée de Mai, gdzie zobaczyliśmy palmy coco de mer. Następnie zjedliśmy lunch i spokojnie zakończyliśmy dzień na zachwycającej plaży Anse Lazio . Naszym osobistym faworytem okazał się tam Koko Loco Bar.
Jako drugą wycieczkę zarezerwowaliśmy wyprawę na 3 wyspy połączoną ze snorkelingiem. Mogliśmy z bliska zobaczyć ogromne żółwie. Ku naszej wielkiej radości dostrzegliśmy z łodzi delfiny, zaobserwowaliśmy dwa małe żarłacze cytrynowe w pobliżu plaży, a na wspaniałe zakończenie podczas snorkelingu wypatrzyliśmy jeszcze żółwia morskiego. To było po prostu magiczne!
La Digue – (4 noce)
Ta mała wyspa szczególnie skradła moje serce. Już sam fakt, że wszędzie chodzi się tutaj pieszo lub jeździ rowerem, tworzy cudowną wakacyjną atmosferę. Hotel udostępnił nam nawet pokój wyższej kategorii, ponieważ w chwili naszego przyjazdu nie wszystkie pokoje były zajęte. Również tutaj czekała na nas niespodzianka w postaci pięknych dekoracji kwiatowych i wina.

Drugą wycieczkę, dzięki pracownicy hotelu, rozpoczęliśmy od krótkiego podejścia do Belle Vue Snack Bar. Rozciągał się stamtąd wspaniały widok na sąsiednie wyspy. Następnie pojechaliśmy rowerami aż do Anse Fourmis, skąd przeszliśmy po skałach do Caiman Beach Bar. Po krótkiej przerwie i koktajlu ruszyliśmy pieszo do Coco Bar, gdzie na lunch czekał na nas znakomity bufet z lokalnymi specjałami.
Na La Digue szczególnie spodobał nam się bar plażowy Bikini Bottom, w którym spędziliśmy właściwie całą pozostałą część pobytu.
Mahé – Bliss Hotel (6 nocy)
Musimy przyznać, że na Mahé pozwoliliśmy sobie już na spokojne zakończenie wakacji i w pełni cieszyliśmy się ciszą oraz pięknym otoczeniem hotelu, zanim po powrocie do domu znów pochłonęła nas codzienność. Również tutaj przyjęto nas bardzo serdecznie. Podczas kolacji przez dwa wieczory można było posłuchać muzyki na żywo, a innym razem zagrał DJ, co stworzyło świetną atmosferę

Wybraliśmy się na całodniową wycieczkę po wyspie, aby zobaczyć stolicę, Victorię, i wziąć udział w degustacji rumu Takamaka. 
Nie żałowaliśmy również decyzji o wcześniejszym zarezerwowaniu pakietu transferowego. Na miejscu nie musieliśmy się o nic martwić, zawsze byliśmy serdecznie witani już na lotnisku lub przy promie, a do dyspozycji mieliśmy życzliwe osoby kontaktowe oraz niezwykle uprzejmych i niezawodnych kierowców. Dlatego z całego serca dziękujemy za wszystko!

