Mahé, Bird Island, La Digue i Praslin – spełniony sen o Seszelach
Celem naszej podróży były tym razem Seszele, słusznie tak często wychwalane za swoje piękno. Ponieważ nie mieliśmy ani czasu, ani ochoty planować tego wyjazdu samodzielnie, jak zazwyczaj robimy, zaczęliśmy szukać w internecie i trafiliśmy na bardzo przejrzystą oraz bogatą w informacje stronę SeyVillas. Skontaktowaliśmy się więc telefonicznie z panią Bentrup z SeyVillas, która we współpracy z Creole Travel Services zorganizowała wyjazd dokładnie według naszych oczekiwań. Choć ich realizacja była kosztowna, zdecydowanie było warto.
Krajobrazy wywarły na nas ogromne wrażenie, podobnie jak flora i fauna. Zachwyciła nas również serdeczność Seszelczyków. Dziękujemy zespołom SeyVillas i Creole Travel Services za znakomite zaplanowanie oraz realizację naszej wymarzonej podróży.
Mahé
05.09.2015 polecieliśmy liniami Etihad z Berlina na Mahé przez Abu Zabi. Już pierwsze widoki podczas podchodzenia do lądowania na Mahé wprawiły nas w zachwyt.

Zatrzymaliśmy się w Romance Bungalows, a widok z naszego apartamentu „Hibiscus” był całkiem przyjemny. Jeszcze lepszy rozciąga się z apartamentu Rose. Niestety na Mahé nie mieliśmy szczęścia do pogody. Codziennie przez wiele godzin padał deszcz. Za to z naszego tarasu mogliśmy podziwiać piękną tęczę.



Odwiedziliśmy targ przy Beau Vallon i spróbowaliśmy calou. Można tam było również zjeść smacznie i niedrogo, choć stoiska z pamiątkami nas rozczarowały. Jeszcze z Niemiec zarezerwowaliśmy na 3 dni samochód z nawigacją w wypożyczalni Maki Car Rental, jednak urządzenie zupełnie nam się nie przydało. Pojechaliśmy autem do Victorii i odwiedziliśmy najpopularniejsze atrakcje. Za interesujące uznaliśmy położenie i układ cmentarza w Bel Air.

Przyjemnie siedziało się również w La Café de L'Horloge, skąd roztaczał się widok na wieżę zegarową.

Wynajętym samochodem pojechaliśmy na południowy wschód Mahé, aż do położonej na południowym krańcu Petite Police Bay. Szczególnie urzekła nas Anseá la Mouche. Bardzo chcieliśmy dotrzeć do Anse Intendance, ale z powodu wyjątkowo intensywnych opadów ostatni odcinek drogi do Anse Intendance musieliśmy pokonać pieszo.

Prądy przy Anse Intendance wcale nie wyglądały na tak niebezpieczne. Mimo to poprzestaliśmy na podziwianiu morza. Następnie pojechaliśmy przez Police Bay do Petite Police Bay, gdzie kończyła się droga.

Pogoda pozwalała właściwie tylko na krótkie kąpiele słoneczne, dlatego wynajętym samochodem wybraliśmy się również na północny kraniec wyspy. Tam także czekały na nas fascynujące krajobrazy. Przy Anse Etolie zobaczyliśmy dzieci w wieku szkolnym, które radośnie nas przywitały. Dla nas, Niemców, tamtejsze drogi z pewnością wymagają przyzwyczajenia, ale nie są naprawdę niebezpieczne.

Bird Island
10.09.2015 polecieliśmy samolotem Twin Otter do tego wyjątkowego miejsca. Dopisała nam pogoda, dzięki czemu mieliśmy znakomitą widoczność, o czym świadczył choćby widok na pozostającą za nami Mahé. Panorama morskiego parku narodowego również zapierała dech w piersiach. Po niespełna 45 minutach w zasięgu wzroku pojawiła się Bird Island.


Przydzielono nam bungalow nr 20, z którego rzeczywiście roztaczał się widok na morze. (Wcześniej napisałam do Bird Island Lodge z prośbą o bungalow z widokiem na morze)

Ceny napojów w Bird Island Lodge nie są odpowiednie dla osób, które muszą liczyć każde euro. Lodge oferuje wyłącznie pobyty z pełnym wyżywieniem, ponieważ na wyspie nie ma żadnych sklepów. Posiłki były bardzo obfite i smaczne.

Na Bird Island żyją nie tylko niezliczone ptaki, lecz także liczne żółwie olbrzymie. Obserwowanie ich sprawiało nam wiele przyjemności. Oczywiście odwiedziliśmy też Esmeraldę w wiosce. Łatwo ją rozpoznać po uszkodzeniu pancerza. Szczególne wrażenie zrobiła na nas różnorodność ptaków. Ich pisklęta niezmiennie przyciągały wzrok.



Oczywiście odwiedziliśmy również kolonię ptaków objętą ochroną.


Mieliśmy szczęście do pogody – ani razu nie padało, choć na niebie pojawiały się groźnie wyglądające ciemne chmury.

Bird Island jest po prostu idealnym miejscem dla osób poszukujących sielskiej atmosfery, romantyzmu i wytchnienia od codziennego pośpiechu. Plaże były niezwykle piękne i zachęcały do długich, samotnych spacerów, a także oczywiście do błogiego lenistwa.

Słońce prażyło jednak niemiłosiernie, a na plażach Bird Island nie ma ani parasoli, ani drzew zapewniających cień. Snorkeling na Bird Island również jest niezapomnianym przeżyciem, choć podwodny świat nie może się równać z tym na Malediwach, Wielkiej Rafie Koralowej czy Morzu Czerwonym.


Podczas wieczornego spaceru po plaży w pobliżu kolonii ptaków czuliśmy się jak w filmie Hitchcocka.

Wspaniałe zachody słońca za każdym razem nas fascynowały. 14.09.2015 wróciliśmy na Mahé samolotem Jil Air, lecąc tylko we dwoje z pilotem. Także tym razem mogliśmy podziwiać zachwycające widoki.
La Digue
Pogoda sprzyjała nam również podczas rejsu promem Cat Cocos, dzięki czemu mogliśmy w pełni cieszyć się świetnymi miejscami na górnym pokładzie.

Po postoju na Praslin punktualnie ruszyliśmy w dalszą podróż promem Inter Island Ferry na La Digue. Około 18:15 dotarliśmy do hotelu Patatran, naprawdę pięknie położonego przy Anse Patates. Zarezerwowaliśmy tam pokoje typu Superior. Przydzielony nam pokój „Boisdamier” mieścił się w budynku głównym i oferował wspaniały widok. (Mniej przyjemne były zapachy potraw docierające podczas posiłków, ponieważ pokój znajdował się bezpośrednio nad restauracją)

W Patatran serwowano najlepsze śniadania podczas całej podróży: obfite, urozmaicone i smaczne. Anse Patates jest wprawdzie niewielka, ale prezentuje się spektakularnie. Hotelowy basen także robił duże wrażenie. Bardzo spodobały nam się wygodne pawilony plażowe, w których nawet podczas deszczu można było odpoczywać na świeżym powietrzu i podziwiać malowniczy widok na morze.



Fascynował nas wieczorny huk fal, które mogliśmy również obserwować z tarasu naszego pokoju.



Oczywiście wybraliśmy się również do La Passe, żeby pozwiedzać i zrobić zakupy. Cmentarz był bardzo interesujący. W drodze powrotnej podziwialiśmy widok na morze z La Passe. Zachwyciły nas także krajobrazy przy Anse Severe.

Łodzią należącą do Etoile Labrine wybraliśmy się na snorkeling w pobliżu Coco Island i Félicité. Zarówno łódź, jak i załoga były naprawdę świetne. Jeden z członków załogi wyłowił przy Félicité żółwia z morza, żeby mi go pokazać. Snorkeling był przyjemny, choć nie tak spektakularny jak w innych miejscach na świecie.



Tą samą łodzią wybraliśmy się również na prywatny rejs o zachodzie słońca do Anse Source d'Argent. Fale przy Grand Anse wyglądały przerażająco. Cieszyliśmy się, że płyniemy tak dużą łodzią.

Przy Anse Marron zobaczyliśmy niezwykłe formacje skalne. Zachód słońca podziwialiśmy na Anse Source d'Argent.

Wybraliśmy się także na rowerową wycieczkę do L'Union Estate. Przekonaliśmy się tam, że żółwie również mają swoje potrzeby. Oprócz pozostałych atrakcji zainteresowała nas też stara stocznia łodzi. I oczywiście pojechaliśmy również na Anse Source d'Argent.


Wycieczka rowerowa do wschodniej części wyspy także była niezapomnianym przeżyciem. Zachwyciły nas Anse Banane i Anse Fourmis.

Praslin
18.09.2015 popłynęliśmy promem Cat Roses II z La Digue na Praslin. Także tym razem na szczęście przy dobrej pogodzie. W porcie na Praslin jak zwykle niezawodnie powitała nas pracownica Creole Travel Services. Z bogatej oferty SeyVillas wybraliśmy obiekt Les Villas d'Or, położony przy Anse Volbert. Jeszcze z Niemiec skontaktowałem się z menedżerem Pierre’em i poprosiłem o willę blisko plaży, z widokiem na morze. Pierre był dla nas wyjątkowo miły i bez dodatkowych opłat zakwaterował nas w podwójnej willi. Z pięknie urządzonego, przestronnego tarasu mieliśmy boczny widok na morze. Podobnie jak wcześniej na Mahé, również tutaj nawiedzały nas obfite ulewy. Teren obiektu został urządzony z wielką dbałością i jest znakomicie utrzymany. Sama willa była wspaniała — bardzo przestronna i niezwykle czysta. Przy basenie można było cudownie drzemać na wyjątkowo wygodnych leżakach.
Wskazówka: warto zarezerwować pobyt bez śniadania, ponieważ naprawdę trudno nazwać je obfitym. Les Villas d'Or dysponuje doskonale wyposażoną kuchnią, a sklepy znajdują się w pobliskiej miejscowości. Proszę tylko nie przestraszyć się cen: 250 g masła kosztowało w przeliczeniu 5,50 €.

Anse Volbert doskonale nadaje się na długie spacery po plaży, a także na błogie leniuchowanie na ciepłym, białym piasku. Wskazówka: bezpośrednio na hotelowej plaży skradziono mi smartfon i pieniądze z saszetki biodrowej, gdy zdrzemnąłem się na pół godziny. Saszetka leżała około 20 cm od mojej głowy! Pierre wspólnie z Creole Travel Services zadbał o to, aby policja dyskretnie przyjechała do hotelu i przyjęła zgłoszenie.
Z załogą hotelu Hirondelle wybraliśmy się łodzią na Curieuse i St. Pierre. Dużą zaletą jest to, że Emilia, właścicielka Hirondelle, mówi po niemiecku. Curieuse wydała nam się bardzo interesująca. Plaża Baie Laraie, na której wylądowaliśmy przed pieszą wędrówką przez wyspę, to kolejna pocztówkowa plaża Seszeli.


Jeszcze przed podróżą skontaktowałem się przez internet z Mariem z Edelweiß Tours w sprawie prywatnego zwiedzania wyspy samochodem. Była to bardzo dobra decyzja, a zaskakująco niskie jak na seszelskie warunki wynagrodzenie zdecydowanie było tego warte. Najpierw pojechaliśmy do resortu Lemuria. Czekał tam na nas imponujący kompleks.

Dzięki temu, że Mario uprzedził personel o naszej wizycie, mogliśmy również dotrzeć na przepiękną Anse Georgette. Prawdziwą ucztą dla oczu była także Anse Kerlan.


Następnie pojechaliśmy na Grand Anse, a kolejnym przystankiem była Anse Takamaka. Zjedliśmy tam również obiad kupiony wcześniej w barze szybkiej obsługi w miejscowości Grand Anse. Później ruszyliśmy na Anse Consolation. Kolejnym ważnym punktem wycieczki była wizyta w parku „Fond Ferdinand”. Zajmuje on mniejszą powierzchnię niż „Valleé de Mai”, ale oferuje równie wiele atrakcji — w tym legendarną palmę Coco de Mer — a jego zwiedzanie zajmuje mniej czasu.

Przez Anse Blague dotarliśmy do Baie St. Anne. Po krótkim postoju przy Anse Boudin dojechaliśmy do Zimbabwe. Po drodze mogliśmy podziwiać wyjątkowy widok na Anse Lazio.

Najważniejszym i ostatnim punktem wycieczki była Anse Lazio. Plaża robi ogromne wrażenie dzięki potężnym formacjom skalnym, niestety była jednak dość zatłoczona, a podczas przerwy na kąpiel natarczywie raczono nas głośną muzyką. Wskazówka dotycząca restauracji serwującej wyśmienite dania: z „Les Villas d'Or” warto zadzwonić do „Les Lauriers”, zarezerwować stolik oraz zamówić transfer w obie strony. Był to najlepszy posiłek, jaki podano nam na Seszelach.
22.09.2015 polecieliśmy samolotem Twin Otter z Praslin na Mahé, a następnie liniami Etihad przez Abu Zabi do portu lotniczego Berlin-Tegel.
To była naprawdę wspaniała podróż, pełna wyjątkowych wrażeń — tylko lepiej nie myśleć zbyt wiele o pieniądzach!