Raj istnieje
To prawda, raj istnieje.
Od wielu lat razem z żoną Monicą chcieliśmy wybrać się w wyjątkową podróż z naszą dwójką dzieci… 11-letnim Alessandro i 16-letnią Martiną… Wiele rzeczy nas powstrzymywało: szkoła, obowiązki zawodowe i różne inne zobowiązania…
W styczniu powiedzieliśmy sobie w końcu, że nadszedł właściwy moment… Malediwy, Meksyk, Karaiby… Dokąd jedziemy???
Przeglądam internet i znajduję stronę SeyVillas… No dobrze, Seszele… wszyscy mówią, że to raj… I rzeczywiście, to prawda. Kilka zdjęć… kilka opinii… można przygotować wycenę online… spróbujmy!!!!!
Po kilku próbach znajdujemy ofertę w sam raz dla nas… 10-dniowa podróż, w tym 4 noclegi na Praslin i 4 noclegi na La Digue. Dobrze, Monica, rezerwujemy!!! Po kilku dniach otrzymujemy wszystkie vouchery… Wylatujemy 31 stycznia wieczorem z lotniska Malpensa liniami Emirates, mamy przesiadkę w Dubaju, a potem ruszamy w stronę Mahé… wszystko przebiega bez zarzutu.
Praslin
Dzięki perfekcyjnej organizacji docieramy na Praslin, wspaniałą, bujnie porośniętą wyspę, gdzie palmy i namorzyny rosną tuż nad brzegiem morza…

Anse Lazio, Anse Takamaka, Anse Possession, ale najpiękniejsza jest Anse Volbert z lazurowym morzem, płytką wodą i białą plażą, naprzeciwko której leży niezwykłej urody wysepka.

Korzystamy z transportu publicznego, mieszkańcy są serdeczni i uśmiechnięci… wszystko jest bardzo przyjemne… później odwiedzamy Vallée de Mai, rozległy i majestatyczny park Coco de Mer.
Tak jak nasz hotel… Coco de Mer, prowadzony przez zawsze pomocnego i sympatycznego Arturo…
To czysta przyjemność… 4 dni relaksu, wycieczek, wyśmienitego jedzenia, a przede wszystkim kąpieli we wspaniałym morzu. Trochę się spiekliśmy… słońce mocno praży… ale było warto.
La Digue
Następnego ranka ruszamy dalej… promem na La Digue… po 15 minutach jesteśmy na miejscu…
Od razu czujemy magię tej wyspy… zapierające dech w piersiach skały wyrastają z krystalicznie czystego morza… Docieramy do Chateau Saint Cloud, naszego hotelu… pięknie położonego pośród bujnej przyrody… Od razu wyruszamy na zwiedzanie, wypożyczamy rowery i jedziemy wąskimi drogami wyspy, po których porusza się zaledwie kilka samochodów służących do transportu. Martina i Alessandro są w siódmym niebie. Morze, słońce, cudowna temperatura — wszystko jest idealne. Wchodzimy do parku przy Anse Source d'Argent, prawdopodobnie najsłynniejszej plaży na całych Seszelach. To naprawdę widok, który odbiera mowę… skały wygładzone przez morze i wiatr, a wokół ciepła woda mieniąca się tysiącem barw.

Robimy mnóstwo zdjęć, bo wszystko wygląda jak z pocztówki. Śmiertelnie zmęczeni wracamy do hotelu na kolację i odpoczynek.
Następnego dnia wyruszamy katamaranem na wyspę Curieuse, przepiękną wyspę, po której swobodnie spacerują olbrzymie żółwie. Kilka razy wskakujemy do wody, na lunch jemy potrawy z grilla, a następnie powoli płyniemy z powrotem na La Digue… widzimy delfiny i żółwie morskie… emocje są nie do opisania.
Fantastyczny dzień. Słońce zachodzi, a drogi spowija ciemność; gdzieniegdzie świeci latarnia… panuje niezwykły nastrój. Po kolacji jedziemy rowerami w stronę portu, oświetlając sobie drogę latarkami przywiezionymi z Włoch… przypływają rybacy. Pewien młody mężczyzna podarowuje Martinie cętkowaną, lśniącą muszlę… przepiękną.
Kładziemy się spać wyczerpani, po uprzednim zgraniu na komputer zdjęć z całego dnia. Do wyjazdu do Włoch zostały tylko 2 dni, dlatego chcemy jeszcze nacieszyć się La Digue. Następnego ranka jedziemy rowerami w stronę Grand Anse i Petite Anse:


Idziemy przez bujną roślinność i po kilkudziesięciu minutach docieramy na malowniczą plażę nad lazurowym morzem. Woda jest tu głęboka, a my kąpiemy się wśród wysokich fal.
Grand Anse i Petit Anse stanowią przedłużenie Source D'Argent, a tutejsze skały są wygładzone i mają bardzo oryginalne kształty… Później docieramy do Anse Cocos, niewielkiej plaży z krystalicznie czystym morzem i zachwycającym naturalnym basenem. Słońce mocno praży, więc ponownie wchodzimy do wody.
Ostatnie 2 dni spędzamy na plażach położonych w pobliżu portu: Anse Severe i Anse la Reunion, gdzie byliśmy również świadkami ślubu na plaży… wszystko miało wyjątkowy urok — zarówno krajobrazy, jak i mieszkańcy tej wspaniałej wyspy, która na zawsze pozostanie w naszych sercach.


Nadchodzi pora wyjazdu. W poniedziałek po południu personel firmy Creole odbiera nas z hotelu i zawozi do portu.
Po 2 godzinach rejsu szybkim katamaranem jesteśmy już na Mahé. Samolot na nas czeka… startujemy…
Do widzenia, Seszele… jeszcze tu wrócimy!
Choć te wakacje były krótkie, pozostaną niezapomniane… dziękujemy zespołowi SeyVillas za perfekcyjną organizację tej wspaniałej podróży.
Angelo, Monica, Martina i Alessandro